Podczas debaty na temat propozycji odcięcia imigrantów od zasiłków przez pierwsze cztery lata ich pobytu na Wyspach wielu komentatorom i politykom wyraźnie umyka jedna istotna kwestia. Czy rzeczywiście mamy w Wielkiej Brytanii do czynienia z nadmiernym wykorzystywaniem systemu opieki społecznej przez tzw. zasiłkowych turystów?
Okazuje się, że nawet konserwatyści nie posiadają jednoznacznych dowodów potwierdzających istnienie znaczącej grupy osób przyjeżdżających na Wyspy przede wszystkim w celu otrzymania tam państwowej pomocy. Pod koniec ubiegłego roku oficjalne pytanie w tej sprawie wysłał do rządu Lord Kinnock. Być może więc jeden ze sztandarowych pomysłów na przedefiniowanie obecności Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej nie jest wart tak intensywnej walki o jego przeforsowanie. Przedstawiciele rządu nie podają konkretnych twardych liczb uzasadniających przeprowadzenie tak radykalnych zmian w systemie.
Lord Freud podkreśla, że ok 37-45% imigrantów pochodzących z państw Unii Europejskiej otrzymuje świadczenia pomocowe w Wielkiej Brytanii. Dwie trzecie przybywających na Wyspy to osoby pracujące, które dostają np. dodatki na dzieci. Nie ma również danych sugerujących, że to zasiłki skłaniają mieszkańców Europy Środkowej i Wschodniej do migracji. Są one według Freuda, tylko jednym z wielu czynników przyciągających do Wielkiej Brytanii. Brak także udokumentowanego rozróżnienia beneficiarzy ze względu na kraj ich pochodzenia.
Jonathan Portes z National Institute of Economic and Social Research uważa wspomniane liczby za bardzo wątpliwe. Zdaniem eksperta, jeśli rząd chciałby faktycznie zmierzyć skalę zjawiska, powinien przeprowadzić zupełnie inne, szczegółowe badania.
