Keir Starmer już nie zaprzecza, gdy ktoś go pyta o podwyżkę podatków w UK. A coraz więcej sygnałów wskazuje na to, że kryzys zmusi rząd do modyfikacji obciążeń fiskalnych ciążących na obywatelach. Czy podatki uderzą w Brytyjczyków? Kiedy i jakich zmian można się spodziewać?
Brytyjski premier Keir Starmer coraz częściej unika jednoznacznych odpowiedzi na pytania dotyczące przyszłych podwyżek podatków. Jeszcze niedawno deklarował, że rząd nie planuje ruszać stawki VAT, podatku dochodowego ani podatku korporacyjnego. Dziś jednak – mimo wielu pytań – nie zaprzecza już wprost. Czy to milcząca zgoda na takie zmiany? Co więcej, niepokojące dane makroekonomiczne sugerują, że Wielka Brytania znajduje się w trudnym momencie. Natomiast nad obywatelami zawisło widmo nowej fali obciążeń fiskalnych.
50 miliardów w deficycie – kto za to zapłaci?
Najnowszy raport National Institute of Economic and Social Research (NIESR) nie pozostawia złudzeń. Sytuacja fiskalna kraju pogorszyła się o około 50 miliardów funtów. Eksperci przewidują, że bez dodatkowych źródeł dochodu rząd nie będzie w stanie dotrzymać własnych zasad dotyczących równowagi budżetowej. Profesor Stephen Millard z NIESR wprost stwierdził, że jeśli premier chce przestrzegać zasad fiskalnych, w październikowym budżecie będzie musiał albo podnieść podatki, albo ograniczyć wydatki. Albo zrobić jedno i drugie.
Scenariusz ten brzmi znajomo dla wszystkich, którzy pamiętają okresy kryzysu gospodarczego w przeszłości. Jednak obecna sytuacja sporo się różni. W pierwszym roku rządów laburzyści zdążył już zwiększyć płacę minimalną i ustabilizować inflację. To oczywiście działania pozytywne z punktu widzenia obywateli. Jednak równocześnie kosztowne dla państwa.
VAT, PIT czy … – podatki uderzą w Brytyjczyków?
Najwięcej emocji budzi pytanie: który podatek zostanie podniesiony jako pierwszy? Podwyżka VAT – choć stosunkowo prosta do wprowadzenia i skuteczna pod względem budżetowym – byłaby wyjątkowo dotkliwa dla konsumentów. Uderzyłaby szczególnie w mniej zamożne gospodarstwa domowe. A te i tak już dziś walczą z rosnącymi kosztami życia.

Z kolei zmiana progów podatku dochodowego (PIT) – np. poprzez dalsze zamrożenie kwoty wolnej od podatku – mogłaby przynieść budżetowi nawet 8,2 miliarda funtów, jak wskazuje NIESR. To jednak nadal zbyt mało, by załatać dziurę fiskalną. Można więc spodziewać się, że rząd będzie musiał sięgnąć po kombinację różnych środków. Połączy „ciche” zmiany progów z bardziej widocznymi modyfikacjami stawek VAT lub CIT.
Starmer unika odpowiedzi – ale przesłanie jest jasne
Podczas niedawnej wizyty w Milton Keynes, Keir Starmer powtarzał, że jego rząd koncentruje się na poprawie standardów życia. Wskazywał na czterokrotne cięcie stóp procentowych i wzrost wynagrodzeń. Jednocześnie jednak – pytany wprost o plany dotyczące podatków – nie zaprzeczył, że mogą one wzrosnąć.
Co więcej, zasugerował, że liczby przedstawiane przez ekonomistów „nie są mu znane”. To zostało odebrane przez wielu komentatorów jako klasyczna próba rozmycia odpowiedzialności. Przemilczenie to jednak także komunikat: rząd przygotowuje grunt pod niepopularne decyzje. Te prawdopodobnie premier i kanclerz skarbu ogłoszą jesienią. Zatem wkrótce podatki uderzą w Brytyjczyków niczym huragan. Odczuje to niemal każdy.
Czy to koniec „ulgi” dla podatników?
Dla Brytyjczyków ostatnie miesiące były czasem względnej stabilizacji. Inflacja spadła, stopy procentowe zaczęły iść w dół. Natomiast pensje rosły. Jednak ten pozytywny obraz może niebawem zostać zakłócony przez nowe obciążenia podatkowe. Te, choć konieczne z punktu widzenia fiskalnego, mogą pogłębić nierówności i uderzyć w realne dochody gospodarstw domowych.
Wnioski? Jesień będzie najważniejsza
Wszystko wskazuje na to, że w październikowym budżecie czeka nas przełom. Premier i jego ministrowie będą musieli odpowiedzieć na twarde pytania: skąd wziąć brakujące miliardy i jak to zrobić, by nie pogrzebać społecznego zaufania. Czy zdecydują się na niepopularne, ale konieczne decyzje? I czy Brytyjczycy zrozumieją, że podwyżki podatków mogą być ceną za wcześniejsze stabilizacyjne działania?
Jedno jest pewne: podatki uderzą w Brytyjczyków – pytanie tylko: jak mocno i kiedy.