Kim byłaby Marilyn Monroe gdyby nie sesje zdjęciowe w których brała udział? Czy bardziej kojarzymy filmowe kwestie, które wypowiedziała, czy może myśląc Marilyn Monroe widzimy zgrabną blondynkę, której wiatr podwiewa białą sukienkę? Ikoną stała się właśnie dzięki zjawiskowo pięknym zdjęciom.

Kamera ją kochała, ale to właśnie liczne romanse z aparatem fotograficznym zapewniły jej nieśmiertelność. Z jednej strony bycie gwiazdą ją męczyło, ale jak później w wywiadach przyznawali artyści, którzy mieli zaszczyt ją fotografować gwiazda ożywała przed obiektywem, uwielbiała to.

Douglas Kirkland znany jest doskonale zarówno miłośnikom fotografii jak i sztuki filmowej. To on jest autorem najpopularniejszych fotografii boskiej Marlin. Od ponad 40 lat portretuje aktorów, reżyserów, operatorów i scenarzystów, wszystkich ludzi, którzy związani są ze światem kina. Jego oszałamiająca kariera rozpoczęła się gdy miał zaledwie 26 lat. Jako młody fotograf magazynu „Look” otrzymał zaproszenie do wzięcia udziału w sesji fotograficznej z Marylin Monroe. W swoich wspomnieniach fotograf wyznaje, że Marlin zrobiła na nim wrażenie wytrawnej profesjonalistki, która wie czego chce i jak chce kreować swój wizerunek. Na dowód czego Douglas wspomina, jak krytyczna była wobec swoich zdjęć. Gdy fotograf pokazał jej negatywy z pierwszej wspólnej sesji, ta wybrała 10 zdjęć, a resztę pocięła nożyczkami.

Wystawa, na której możemy podziwiać niepublikowane wcześniej portrety Marilyn Monroe autorstwa Miltona Greene i Douglasa Kirklanda, ma miejsce w Chelsea w Londonie. Można ją podziwiać od 19 stycznia do 27 lutego w The Little Black Gallery.

