Uciążliwe limity prędkości w UK to codzienność w wielu miejscach. Wielu kierowców zastanawia się, czy chodzi o bezpieczeństwo, czy też o polowanie na kierowców i łatanie dziur budżetowych mandatami. Dodatkowo w wielu miejscach takie ograniczenia, zamiast zredukować liczbę wypadków, stwarzają zagrożenie.
W Wielkiej Brytanii coraz częściej słychać głosy krytyki wobec ograniczeń prędkości, które w założeniu miały poprawić bezpieczeństwo, a w praktyce generują frustrację, korki i niebezpieczne sytuacje na drodze. I mandaty. Strefy 20 mph na głównych ulicach oraz skrajnie niskie, tymczasowe limity w miastach pokazują, że „wolniej” nie zawsze znaczy „bezpieczniej”. Oto pięć miejsc, gdzie żółwia prędkość staje się realnym problemem.
Uciążliwe limity prędkości w UK – gdzie jest najgorzej
-
Londyn – strefy 20 mph na głównych ulicach miasta
W Londynie ograniczenia do 20 mph dawno wyszły poza okolice szkół i osiedli. Obowiązują dziś również na szerokich, prostych ulicach pełniących funkcję głównych arterii. Przykładem są odcinki Camden Road, Green Lanes czy fragmenty A10 i A11. Tam ruch jest intensywny. Natomiast geometria drogi zachęca do płynnej jazdy. W praktyce część kierowców jedzie zgodnie z przepisami, inni wyraźnie je ignorują. Efekt to jazda „na zderzaku”, nerwowe wyprzedzanie i nagłe hamowania, które zwiększają ryzyko drobnych kolizji, zwłaszcza w godzinach szczytu.
-
Edynburg – 20 mph na prostych drogach tranzytowych
Szkocka stolica wprowadziła strefy 20 mph na zdecydowanej większości ulic, również tam, gdzie jeszcze niedawno obowiązywało 30 mph i gdzie nie odnotowywano szczególnych problemów z bezpieczeństwem. Na takich ulicach jak Gorgie Road, Colinton Road, Newcraighall Road czy fragmenty Dalkeith Road kierowcy wskazują na narastającą frustrację. To długie, proste odcinki, obsługujące ruch dojazdowy i autobusy. Niska prędkość nie jest tam respektowana przez wszystkich. To prowadzi do niebezpiecznych prób wyprzedzania i napięć między kierowcami jadącymi z różną prędkością.
Dodatkowo są to miejsca w których wyjątkowo często policja kontroluje prędkość – 25 mph na liczniku i mandat gotowy. Nawet na prostej drodze. Nawet gdy jazda nie była niebezpieczna.
-
Walia – masowe 20 mph na dawnych trasach 30 mph
W Walii od 2023 roku domyślny limit 20 mph objął ogromną liczbę dróg w obszarach zabudowanych. W tym wiele ulic o charakterze przelotowym. Mieszkańcy miast takich jak Cardiff, Swansea czy Newport wskazują na konkretne przykłady, m.in. Cowbridge Road East, Albany Road czy Heol Penlan, gdzie wcześniej obowiązywało 30 mph i ruch był płynny. Dziś różnice prędkości między kierowcami są ogromne. Zatem jedni jadą przepisowo, inni znacznie szybciej. Skutkiem są nagłe hamowania, ryzykowne manewry i chaos na skrzyżowaniach, zamiast realnej poprawy bezpieczeństwa.
-
Rhondda Cynon Taf – kamery i niskie limity na wąskich drogach
W hrabstwie Rhondda Cynon Taf niskim limitom towarzyszy gęsta sieć kamer. Na drogach takich jak A4059 czy lokalnych ulicach łączących mniejsze miejscowości kierowcy mówią o „wojnie z kierowcami”. Ograniczenia w miejscach o zmiennym charakterze drogi powodują nagłe hamowania przed kamerami i ryzykowne wyprzedzanie tuż za nimi. Lokalne kolizje często wynikają nie z nadmiernej prędkości, lecz z gwałtownych reakcji na restrykcyjne przepisy. Jednak czy są one realnie potrzebne?
-
Islington, Londyn – 10 mph na St John Street
Skrajnym przykładem jest St John Street w dzielnicy Islington, gdzie podczas robót drogowych wprowadzono tymczasowy limit 10 mph. To ruchliwa ulica, wykorzystywana zarówno przez samochody, jak i rowerzystów oraz pieszych. Kierowcy relacjonują, że tak niska prędkość w normalnym ruchu miejskim powoduje stres, nerwowe reakcje i nieprzewidywalne zachowania. To paradoksalnie zwiększa ryzyko drobnych stłuczek zamiast je ograniczać.

Uciążliwe limity prędkości w UK – plaga czy troska
Ograniczenia prędkości są ważnym narzędziem poprawy bezpieczeństwa, ale przykłady z Londynu, Edynburga i Walii pokazują, że ich skuteczność zależy od miejsca i kontekstu. Na prostych, szerokich ulicach pełniących funkcję tranzytową zbyt niskie limity często prowadzą do chaosu, frustracji i kolizji. Coraz częściej pojawia się więc pytanie, czy w każdej sytuacji „wolniej” naprawdę znaczy „bezpieczniej” — czy raczej tylko bardziej nerwowo. I czy ograniczenia służą bezpieczeństwu, czy lokalnym budżetom?

