Niedawno przeglądałam wasze komentarze pod jednym z moich felietonów. Dotyczył on powtarzalności pewnych schematów w naszych relacjach. Opisałam przypadek Moniki, która wiele razy trafiała na typ „wspierającego i troskliwego” faceta, który po jakimś czasie zamieniał się w swoje przeciwieństwo – nieczułego agresora.
Między innymi trafiłam na taką oto wypowiedź:
– Kiedy kobiety odkryją, że najlepszy sposób na podryw to pocieszenie ich w trudnej sytuacji w której się znalazły? – pisze ~tutsi. – Okazanie współczucia, troski, zainteresowania, kilka komplementów, spacer, wycieczka, kino, prezencik, to podstawowe narzędzia wykorzystywane przy zdobywaniu stałego celu erotycznego. Tak było, jest i będzie. Słabość kobiet w tym względzie wynika z ich naiwności i łatwowierności – dodaje. Choć opinia wydaje się mocno cyniczna, jest w niej jednak nieco prawdy. Związki często polegają na tym, że poszukujemy w nich zaspokojenia ważnych dla nas potrzeb. To sprawia, że łatwiej ulegamy komuś, kto – jak sądzimy, może to uczynić.
Warto zdawać sobie sprawę z mechanizmu, który nami kieruje. Jeśli bowiem nie mamy weń wglądu, możemy przeceniać pewne konkretne zachowania lub cechy partnera, tracąc szerszą perspektywę i zdolność do obiektywnej oceny sytuacji.
Oto kilka najczęściej spotykanych motywacji:
1. Akceptacja
Kiedy bardzo ci na niej zależy, jesteś szczególnie skoncentrowany/-a na wszelkich komunikatach, które ją potwierdzają. Chłoniesz gesty i słowa, które dowodzą, że on/ona uważa cię za interesującego, atrakcyjnego partnera. – Kiedy poznałam Marcina – mówi Beata, 29-letnia kosmetyczka – wydawał mi się bardzo przeciętny. Trudno powiedzieć, że przystojny, czy wygadany – właściwie był nijaki. A jednak ujęło mnie jego zachowanie. Patrzył na mnie niemal z zachwytem. Na początku aż trudno mi było uwierzyć, że to wszystko jest szczere, ale on dzwonił, przynosił kwiaty, traktował mnie jak królewnę. I tak się przy nim czułam. Kiedy więc po trzech miesiącach stosunek Marcina do mnie zmienił się radykalnie, byłam w szoku. W jego spojrzeniu nie było już uwielbienia tylko obojętność, przestał dzwonić, traktował mnie lekceważąco. Sama nie wiem, jak to się stało, ale teraz to ja byłam szaleńczo zakochana. Koleżanki mówiły: „daj sobie spokój!”, ale ja czułam się tak, jakbym straciła coś bardzo cennego – podsumowuje. Tym czymś była akceptacja, ponieważ na początku Marcin okazywał ją Beacie na każdym kroku. Kiedy jego uczucia zmieniły się i relacja praktycznie się zakończyła, owo cudowne uczucie „bycia królewną” sprawiło, że dziewczyna nie była w stanie zareagować adekwatnie do sytuacji.
2. Wsparcie i troska
W Twoim życiu przeważa przekonanie, że jesteś zdana na siebie i zapewne w wielu sytuacjach tak jest. Dlatego też marzysz o czyimś wsparciu i łakniesz troskliwego zainteresowania. – Początkowo traktowałam Marka wyłącznie jako kolegę – opowiada Iwona, 34 letnia bibliotekarka. – Kiedy jednak moja mama poważnie zachorowała, okazało się, że tylko na niego mogę liczyć. Reszta znajomych ograniczała się do współczucia i stwierdzenia, że musi mi być ciężko. I rzeczywiście było. Jedynie Marek od razu zaproponował pomoc, znalazł mamie świetnego specjalistę i nie wiem jak to zrobił, ale zamiast kilkumiesięcznego oczekiwania na konsultację załatwił ją w tydzień. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy i w końcu zostaliśmy parą. Teraz jednak, po roku, widzę, że są też cienie naszego związku. Marek stara się izolować mnie od ludzi, jest zazdrosny i wścieka się, gdy umawiam się z przyjaciółką lub marszczy nos kiedy wyjeżdżam na jakiś kurs. Jestem mu bardzo wdzięczna za to, co zrobił dla mojej mamy i za to, co robi dla mnie – cały czas bowiem jest opiekuńczy. Jednak czuję, że coś jest nie tak. Teraz mamy na pieńku, bo chciałabym pójść na studia podyplomowe, co łączy się z częstymi wyjazdami do Warszawy. Mieszkam w odległości 300 km, więc łączyłoby się to z koniecznością noclegów poza domem. On jest przeciwny. Ja chcę się rozwijać, lubię ludzi, nie mam do nich żalu, że nie zawsze sprawdzają się w potrzebie. Marek ciągle to przypomina. To przykre, ale zanosi się na rozstanie – kończy ze smutkiem. Kiedy Iwona poczuła się zagubiona i przytłoczona, trafiła na tak zwanego zbawcę (jest to jeden z modeli postępowania osób z zaburzoną samooceną). Wsparcie, którego Marek jej udzielił okazało się najsilniejszym bodźcem do pogłębiania znajomości. Zbawca jednak dobrze się czuje wyłącznie, gdy jest potrzebny – nie lubi samodzielności innych. Dlatego wszystko wskazuje na to, że związek zakończy się porażką.
3. Radość i wesołość
Czasem czujesz się samotna/-y i uważasz, że jesteś osobą zbyt poważną, a twoje życie towarzyskie i relacje ze światem nie są dość satysfakcjonujące? W twojej głowie jest zatem wymarzony partner, który wniesie więcej lekkości bytu i atrakcji w twoją codzienną egzystencję. – Nigdy nie byłem duszą towarzystwa – mówi Mirek, 26-letni informatyk. – Nie mam daru zabawiania ludzi. Paradoksalnie zawsze chciałem być zapraszany na imprezy i mieć wokół siebie duże grono przyjaciół. Kiedy więc spotkałem Mariolę – taką towarzyską, roześmianą Iskierkę (tak ją nazywałem) natychmiast się w niej zakochałem. Mariola miała mnóstwo uroku i nie spędzała weekendów przy komputerze – tak jak ja. Nie mogłem uwierzyć, że się mną zainteresowała. Jednak po kilku tygodniach zrozumiałem, że ja do niej zwyczajnie nie pasuję. Ciągle gdzieś biegliśmy, a kiedy wychodziliśmy razem, zanim zdążyłem wszystkich poznać, zmienialiśmy lokal… To nie mój styl. Ja lubię spokojnie posiedzieć, pogadać z kimś. No cóż, to nie wyszło… – podsumowuje. Mirek nie był wcześniej świadomy, że jego sytuacja towarzyska wynika z własnych preferencji, temperamentu, usposobienia. Liczył na to, że atrakcyjna partnerka go rozrusza. Choć pragnienia zaczęły się spełniać odkrył, że to, co go pociągało w Marioli, nie wytyczało drogi do szczęścia.
To tylko przykłady. Możemy jeszcze poszukiwać u partnera spełnienia innych obietnic:
1. Poczucia bezpieczeństwa.
2. Prestiżu społecznego.
3. Stabilizacji materialnej.
4. Spokoju i harmonii.
Są to rzeczy, których nie mamy we własnym życiu. Warto przyjrzeć się temu, odpowiadając sobie na pytanie: czego najbardziej się boję? Zranienia, odrzucenia, kłótni, samotności, przeciętności, niedostatku? Jeśli nieświadomie budujesz związek z miejsca lęku i koncentrujesz się wyłącznie na tym, czego ci brak, narażasz się na pewne niebezpieczeństwa:
– możesz przegapiać inne ważne sygnały mówiące o tym, jaki naprawdę jest twój partner i nie dostrzegać jego wad, które potem staną się przyczyną frustracji
– możesz także ignorować sygnały, które dostrzegasz, tłumacząc je zawsze na korzyść partnera
– możesz nie dostrzegać, że druga strona zręcznie manipuluje sytuacją itp.
– możesz oszukiwać siebie i znaleźć się w związku, który wcale nie daje ci szczęścia.
Jest też inna droga: zmierzyć się ze swoimi obawami, znaleźć w sobie siłę i poszukać partnera oczami osoby, która czuje się dobrze w swojej skórze (o tym innym razem).
Joanna Godecka

