Fot. Getty
Departament Pracy i Emerytur planuje zamknąć kilkadziesiąt swoich placówek. A to oznacza, że już w czerwcu bez pracy może się znaleźć ponad 1000 urzędników.
Departament Pracy i Emerytur (ang. Department for Work and Pensions) chce do końca czerwca tego roku zamknąć aż 42 swoje placówki. A to oznacza, jak informuje związek zawodowy Public and Commercial Services (PCS), że pracę straci co najmniej 1100 osób. I choć rząd obiecuje, że zajmie się poszkodowanymi pracownikami, to mało kto zapewnieniom ministrów wierzy. – Zobaczymy, jakie możliwości istnieją w obrębie samego DWP – powiedział w parlamencie minister David Rutley. I dodał, że zmiany nie dotkną pracowników zatrudnionych w urzędach, ani nie wpłyną na możliwość osobistych kontaktów petentów z urzędnikami.
Partia Pracy ostrzega przed zamykaniem placówek DWP
Partia Pracy oskarża rząd, że zamykanie placówek DWP nie wpłynie na „wyrównywanie szans” (jak dumnie głosi hasło jednej ze sztandarowych obecnie polityk torysów), tylko wręcz przeciwnie, na ich zmniejszanie. Laburzyści informują, że kilka z planowanych zamknięć nastąpi w biedniejszych regionach, zwłaszcza na terenie Anglii północnej. – Wygląda na to, że Departament Pracy i Emerytur nie wierzy w wyrównywanie szans, nie wierzy we własną retorykę dotyczącą pracy i nie wierzy w zatrzymywanie ludzi w pracy. Słyszymy, że placówki w Stoke, Southend, Peterborough, Chesterfield and Aberdeen, Kirkcaldy, Barrow, Bishop Auckland, Doncaster i Burnley zostaną zamknięte, co spowoduje redukcję miejsc pracy w tych społecznościach. Słyszeliśmy, że może to dotyczyć nawet 12 000 miejsc pracy, ale ilu z tych pracowników będzie mogło znaleźć nową pracę lokalnie w tym samym sektorze? – zadał retoryczne pytanie Justin Madders, minister ds. biznesu w gabinecie cieni Partii Pracy.

