Berliński sąd krajowy skazał 28-letniego obywatela Polski na karę dożywotniego pozbawienia wolności za podpalenie domu pracowniczego w dzielnicy Marzahn. W wyniku pożaru, do którego doszło w nocy z 27 na 28 września 2025 roku, zginęły dwie osoby. Natomiast cztery kolejne odniosły ciężkie obrażenia.
Sąd uznał, że mężczyzna działał z premedytacją i po kłótni ze współlokatorami celowo wzniecił ogień w budynku, w którym mieszkał wraz z innymi pracownikami fabryki BMW.
Podpalenie domu z zemsty
Do zdarzenia doszło w domu pracowniczym, gdzie mieszkało siedmiu robotników. Według ustaleń śledczych feralnego wieczoru doszło do kłótni po spożyciu alkoholu. Wkrótce potem 28-latek podpalił część budynku, w której przebywali współlokatorzy.
Ogień rozprzestrzenił się bardzo szybko. Odciął drogę ucieczki części mieszkańców. Dwie osoby zginęły na miejscu w wyniku zatrucia dymem i obrażeń odniesionych w pożarze. Czterem innym udało się wydostać, jednak doznali oni ciężkich poparzeń. Jeden z poszkodowanych był w stanie krytycznym i wymagał leczenia w śpiączce farmakologicznej.
Ucieczka do Polski i ekstradycja
Po zdarzeniu podejrzany uciekł z Niemiec i przedostał się do Polski. Został zatrzymany przez polskie służby we współpracy z niemiecką policją kryminalną. Następnie, na podstawie europejskiego nakazu aresztowania, został przekazany stronie niemieckiej.
Prokuratura w Berlinie postawiła mu zarzuty zabójstwa, usiłowania zabójstwa oraz podpalenia ze skutkiem śmiertelnym.
Polak z wyrokiem dożywocia
W ogłoszonym 14 kwietnia 2026 roku wyroku sąd uznał, że oskarżony działał z zamiarem zemsty po wcześniejszej kłótni. W ocenie sądu jego działanie doprowadziło bezpośrednio do śmierci dwóch współlokatorów oraz poważnych obrażeń u pozostałych osób.

fot. shutterstock.com
Mężczyzna został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Dodatkowo sąd zobowiązał go do zapłaty 120 tys. euro tytułem zadośćuczynienia dla jednej z ofiar oraz do pokrycia dalszych szkód wynikających ze zdarzenia.
Sprawa, która wstrząsnęła opinią publiczną
Tragedia w Berlinie wywołała duże poruszenie zarówno w Niemczech, jak i w Polsce. Sprawa była szeroko komentowana ze względu na dramatyczny przebieg zdarzeń oraz fakt, że ofiary i sprawca byli pracownikami zatrudnionymi w jednym miejscu zakwaterowania.
Wyrok nie jest jeszcze prawomocny, co oznacza możliwość jego zaskarżenia w wyższej instancji.

