W wigilijną noc 2025 roku w Devizes w hrabstwie Wiltshire doszło do tragedii, która stawia niewygodne pytania o granice ludzkiej wytrzymałości, system opieki i to, co dzieje się, gdy choroba psychiczna spotyka się z całkowitą izolacją.
Stefania G., 64-letnia kobieta urodzona w Polsce, która w latach 90. wyemigrowała do Wielkiej Brytanii, przez ponad dwie dekady była jedyną opiekunką swojej matki – Tamary G., 86 lat. Obie kobiety były migrantkami. Żyły na marginesie języka i systemu: Tamara G. nigdy nie nauczyła się angielskiego.
Przez lata ich świat zawęził się do jednego mieszkania i jednej relacji – córki i matki, opiekunki i osoby wymagającej opieki. Bez rodziny, bez realnego wsparcia instytucjonalnego, bez przestrzeni na odpoczynek. Zdesperowana kobieta w Wigilię 2025 roku zamordowała swoją matkę – właśnie usłyszała wyrok. Sąd skazał ją na 8 lat więzienia.
Opieka, która staje się pułapką
Od 2004 roku Stefania G. była główną opiekunką matki. Tamara G. cierpiała na poważne zaburzenia psychiczne, w tym halucynacje i objawy psychotyczne. Z czasem jej stan się pogarszał. Równolegle u Stefanii G. rozwijała się nawracająca depresja i problemy psychiczne, które – jak wynika z akt sprawy – towarzyszyły jej od lat.
W jej wypowiedziach przewija się powtarzające się poczucie izolacji: „byłyśmy tylko we dwie”, „jak dwa stare dinozaury na końcu drogi”.
To nie tylko opis relacji. To opis zawężonego świata, w którym nie ma już miejsca na zewnętrzną pomoc ani dystans.
Ostatnia Wigilia
W Wigilię Stefania G. przygotowała matce ulubiony posiłek. Czy planowała wówczas zabicie matki? Czy wszystko wydarzyło się spontanicznie? Noc przyniosła dramat. Według ustaleń sądu, gdy Tamara G. wstała w nocy, jej córka użyła pasa, by ją udusić. Następnie sama próbowała się zabić.
Kilka godzin później Stefania G. zadzwoniła na numer alarmowy 999 i powiedziała, że „popełniła przestępstwo i musi ponieść odpowiedzialność”. W innych relacjach powtarzała, że „zabiła swoją matkę” i sama poprosiła o zatrzymanie.
Ten moment – telefon do służb – jest jednym z najbardziej przejmujących elementów sprawy. Nie ucieczka, nie zaprzeczenie, ale natychmiastowe przyznanie się i oczekiwanie kary.
Stefania G. Psychika na granicy
W toku postępowania pojawił się obraz kobiety funkcjonującej od lat w stanie przeciążenia emocjonalnego i depresji. Obrona wskazywała na „mgłę rozpaczy” i stopniową utratę zdolności racjonalnego funkcjonowania w nocy zdarzenia.
Biegli psychiatrzy byli jednak podzieleni: część wskazywała na depresję i zaburzenia funkcji psychicznych, ale jednocześnie podkreślała, że Stefania G. była zdolna do rozumienia swoich działań i podejmowania decyzji.
To napięcie – między cierpieniem psychicznym a odpowiedzialnością karną – stało się osią całej sprawy.
Migracja, izolacja i brak języka
Istotnym, często pomijanym kontekstem jest migracyjny wymiar tej historii.
Stefania G. przyjechała do Wielkiej Brytanii w latach 90. Jej matka dołączyła później, ale nigdy nie nauczyła się języka angielskiego. To oznaczało pełną zależność od córki – nie tylko emocjonalną, ale też praktyczną i systemową.
W takich przypadkach opiekun nie jest tylko opiekunem. Staje się tłumaczem, pośrednikiem, administratorem życia. Często jedynym łącznikiem z instytucjami. Gdy ten łącznik się wyczerpuje, nie ma już nikogo.
Czy to była zbrodnia, czy desperacja?
Najtrudniejsze pytanie tej sprawy nie dotyczy faktów, ale interpretacji. Czy można mówić o „zabójstwie z litości”? Czy to była próba „uwolnienia” osoby chorej od cierpienia? A może akt skrajnej desperacji, w którym opiekun nie widzi już żadnego wyjścia?
W brytyjskim prawie Stefania G. została skazana za nieumyślne spowodowanie śmierci (manslaughter) z powodu ograniczonej poczytalności, ale uniewinniona z zarzutu morderstwa. Sąd uznał, że istniały poważne czynniki psychiczne, ale nie na tyle, by całkowicie znosiły odpowiedzialność.
To rozróżnienie prawne nie rozwiązuje jednak społecznego dylematu.
Bo nawet jeśli prawo mówi „winna”, pytanie pozostaje: jak to się stało, że dwie chore, starsze kobiety zostały same? Czy gdyby dostała pomoc, byłaby dzisiaj w więzieniu?
System, który widzi za późno
Sprawy takie jak ta rzadko są nagłe. Zwykle narastają latami. Stopniowym wyczerpaniem opiekuna, pogarszaniem się stanu osoby chorej, brakiem wsparcia, brakiem przerw w opiece, brakiem realnej alternatywy.
W tym sensie tragedia Stefanii G. i Tamary G. nie wydarzyła się w Wigilię. Ona dojrzewała przez lata samotności.
Granica, której nie widać
Niestety tu nie ma prostych odpwiedzi. Nic nie usprawiedliwia przemocy, ale też nie pozwala jej sprowadzić do prostego aktu „zła”.
Pokazuje raczej coś niewygodnego: że istnieją sytuacje, w których człowiek pozostaje bez żadnych dobrych wyborów – tylko między cierpieniem a jeszcze większym cierpieniem.
I że pytanie o to, czy było to „morderstwo”, czy „akt desperacji”, mówi równie dużo o systemie opieki, jak o samej Stefanii G.
