Fot. Getty
Fatalna sytuacja w branży lotniczej trwa. Angielski przewoźnik EasyJet poinformował, że w ostatnim kwartale 2020 r. odnotował aż 90-proc. spadek przychodów.
Czy tanie linie lotnicze podźwigną się z katastrofalnego dla nich, 2020 roku, w którym samoloty niemal przestały się pojawiać na niebie? Prezesi linii lotniczych wiążą ogromną nadzieję ze szczepionkami na koronawirusa, które już teraz są masowo rozprowadzane na całym świecie, w tym zwłaszcza w Europie. Podobne jest nastawienie angielskiej linii lotniczej EasyJet, która, choć w ostatnim kwartale 2020 r. zanotowała dramatyczny spadek dochodów (blisko 90 proc. rdr), to wciąż liczy na to, że w sezonie letnim uda jej się jakoś odbić. Zwłaszcza, że z ankiety przeprowadzonej w ostatnim czasie na zlecenie przewoźnika wynika, że aż 65 proc. Europejczyków zamierza w tym roku wybrać się w podróż samolotem.
Tania linia lotnicza stawia na elastyczność
Władze EasyJet przyznają wprost, że w najbliższym czasie postawią na elastyczność. „Zachowujemy elastyczność, dzięki której będziemy mogli szybko zwiększyć [moce przewozowe] w razie wzrostu popytu” – czytamy w komunikacie linii. A wzrost ten może być naprawdę spory, gdy państwa europejskie zaczną luzować covidowe obostrzenia. Przy ciągle prowadzonej na masową skalę akcji szczepień (w UK pierwszą dawkę szczepionki otrzymało już ponad 7 mln ludzi).
Pomimo zatem spadku przychodów o dokładnie 88 proc. rdr (do £165 mln) i spadku liczby pasażerów o 87 proc. rdr (2,9 mln), dyrektor generalny EasyJet Johan Lundgren jest dobrej myśli. – Nasza marka, duża sieć tras i niskie ceny pomogą nam przetrwać. Nasze wyniki w tym okresie [ostatniej kwarcie 2020 r. – przyp.red.] były zgodne z oczekiwaniami kierownictwa, pomimo wprowadzenia bardziej rygorystycznych ograniczeń. Podjęliśmy właściwe działania, zmniejszając koszty działalności, a oszczędności poczynione na kluczowych lotniskach przez tradycyjne linie lotnicze otworzą przed EasyJet dodatkowe możliwości – zaznaczył Lundgren.
