Po strajkach w metrze londyńczyków czeka kolejny dwudniowy strajk. Tym razem do protestu szykują się pracownicy kolejki DLR (Docklands Light Railway). Związki zawodowe zapowiadają wstrzymanie ruchu 2 listopada.
Z DLR każdego dnia korzysta ponad 300 tysięcy pasażerów. Związkowcy, pod groźbą sparaliżowania miejskiego transportu, chcą wymóc na władzach miasta poprawę warunków pracy. Przegłosowali 48-godzinny strajk od godziny 4 rano 2 listopada. To reakcja – jak twierdzi przewodniczący związków Mick Cash – na próby zastraszania personelu i próby narzucenia pracownikom nowych, gorszych warunków pracy.
– Nie będziemy patrzeć bezczynnie jak rujnuje się kluczowy element londyńskiej sieci transportowej – twierdzą związkowcy. – Firma nie może lekceważyć zdania pracowników, którzy w głosowaniu, większością 92 procent zdecydowali, że dotychczasowe rozmowy i negocjacje nic nie wnoszą i nie mamy innego wyjścia jak przerwanie pracy .
Kevin Thomas, dyrektor zarządzający operatora DLR, firmy KeolisAmey Docklands zapewnia w rozmowie z „The Guardian”, że wszystkie sporne kwestie można rozwiązać, potrzeba tylko dobrej woli, której związkowcom najwyraźniej brak. – Takie nastawienie doprowadza tylko do kłopotów naszych pasażerów, a tego powinniśmy unikać – zapewnia Thomas.
– To jest konflikt między związkiem RMT i operatorem DLR, KeolisAmey Docklands Ltd – twierdzi zaś ze stoickim spokojem dyrektor DLR. – Grożenie strajkiem jest niepotrzebne. Namawiam obie strony, by rozwiązać ten spór dla dobra naszych klientów.

