Czego aktor Luke Evans nigdy nie zapomni?

Czy Bard jest bohaterem finałowej części trylogii?

Robi dużo bohaterskich rzeczy, jak zresztą cała reszta postaci, które zobaczymy w tej części filmu. Lubię go grać, bo do całej historii dodaje taki ludzki element, prawdziwy. Jest zmuszony do podjęcia walki o to, co wydaje mu się słuszne. Ta jego chęć bycia jedynym sprawiedliwym sprawia, że robi rzeczy, które nawet jego mocno zaskakują. To zabawne, że cała jego walka i ta niechęć ludzi do krasnoludów czy innych stworów, sprowadza się do walki jednego człowieka z wielkim smokiem.

Można nawet powiedzieć, że to podróż, w której mój bohater odkrywa się na nowo. Sięga gdzieś w głąb siebie i jest zaskoczony tym, co znajduje. Okazuje się, że jest tak naprawdę dobrym człowiekiem.

- Advertisement -

Spotkałeś na palnie Benedicta Cumberbatcha, kiedy odgrywał rolę smoka?

Nie, ponieważ było to robione w technice CGI i nie odbywało się na naszym planie filmowym. Niestety, nie miałem okazji zobaczyć, jak się turla po podłodze i skacze z rozwścieczoną miną. Musiałem sam sobie wymyślić tego smoka oraz całą moją interakcję z nim.

Ale miałeś coś imitującego Smauga na planie?

Nie. Scena, o której myślisz, była nakręcona bez jakiegokolwiek udziału smoka. Na tej wierzy byłem tylko ja i kilka kamer. W wyobrażeniu sobie tej całej sytuacji zagrożenia pomógł mi Peter i niesamowita muzyka, którą mi puszczał w trakcie kręcenia zdjęć. Można było poczuć atmosferę walki. Nie wiem, czy wiesz, ale to bardzo częsty zabieg wśród aktorów. Puszczają sobie daną muzykę, by wprowadzić się w nastrój, jaki jest potrzebny do nakręcenia danej sceny. Ja dotychczas tak nie miałem, bo uważałem, że nie jest mi to potrzebne. Myliłem się. Taka ścieżka dźwiękowa bardzo ułatwia sprawę. I to nawet nie musi być muzyka, która będzie w filmie, bo przecież Howard Shore jej wtedy jeszcze nawet nie napisał.

Jak wyglądała twoja praca na planie? Najpierw nakręciłeś sceny do drugiej części, a dopiero później do trzeciej?

Szczerze? Scena, którą widzisz na samym początku trzeciej części, była moim pierwszym dniem na planie zdjęciowym. Peter wie, w jakim momencie kręcenia znajduje się jego historia i potrafi w nią genialnie wprowadzić aktora. Tak to działa. Jeśli masz jakieś pytania, nie bardzo wiesz, co masz robić ani co się dzieje wokół twojej postaci, to wtedy Peter wkracza i wszystko ci tłumaczy. On żyje tą historią już od wielu, wielu lat. Nie ma u nas na planie osoby, która by się tym tyle zajmowała.

By nie zawracać mu zbytnio głowy, bardzo często zaglądałem na jego video blog, gdzie opowiadał o pracy na planie. Dzięki temu wiedziałem, jak wygląda tam praca. Jak dane sceny są kręcone. Wszystko istnieje w formie makiety 3D. Miasto Lake-town powstało na wielkim stole, nad którym Peter dokładnie tłumaczył, gdzie będzie rozgrywała się akcja i z jakich kątów będą to oglądali widzowie. Właśnie wtedy była ta chwila na zadawanie pytań dotyczących techniki kręcenia, kreatywności, dramaturgii, narracji czy co tam człowiekowi jeszcze może przyjść do głowy. Możesz być pewien, że o co go nie zapytasz, to zawsze dostaniesz wyczerpującą odpowiedź.

Pierwszego dnia byłeś podenerwowany?

A widziałeś moją scenę [śmiech]. Ja nie byłem poddenerwowany. Ja byłem przerażony! Peter postanowił sprawdzić, jak mocno może mnie popchnąć pierwszego dnia. To było jak skok z samolotu na środku oceanu. Oczywiście byłem w jakimś stopniu na to przygotowany. Trenowałem przecież od trzech tygodni te wszystkie ewolucje, które miałem robić. Jednak to, co zastałem na planie, przebiło moje najśmielsze oczekiwania. Potrzebowaliśmy tygodnia, by nakręcić tę jedną scenę. Wyobrażasz sobie? Tydzień.

 Za czym w Nowej Zelandii tęsknisz najbardziej?

Od mojej wizyty tam minęło już sporo czasu. Ale jeśli tak na szybko miałbym odpowiedzieć na to pytanie, to tęsknie za ludźmi i kulturą, z jaką tam się zetknąłem. Z tym wyluzowanym stylem życia. Gdy tam byłem, to czułem się trochę jak w rodzinnej Walii. Te wielkie zielone góry i wszechobecne owce.

To dość zabawne uczucie, kiedy lecisz na drugi koniec świata, np. do Singapuru i po wyjściu z samolotu już czujesz, że jesteś bardzo daleko od domu. Wsiadasz do następnego samolotu, gdzie siedzisz następne 12 godzin i wysiadasz w miejscu, gdzie wszyscy brzmią, jakby pochodzili z Valleys (Południowa Walia). To bardzo dziwne uczucie.

Zrobiłeś sobie jakiś tatuaż, by uwiecznić swoją pracę nad tym filmem?

Nie czułem potrzeby, by mój udział w tym dziele musiał być celebrowany za pomocą umieszczenia tuszu pod moją skórą. Mam wspaniałe wspomnienia i są one wytatuowane w moim umyśle. A jest co wspominać. Z kilkoma osobami z obsady bardzo się zżyłem i wciąż pozostajemy w stałym kontakcie. Mam nadzieję, że go z biegiem czasu nie utracimy.

Praca w tym biznesie jest dość specyficzna. Spędzasz z daną grupą ludzi bardzo dużo czasu przez jakieś trzy miesiące. A jeśli plener, w którym odbywają się zdjęcia, jest daleko od twojego domu, to ludzie z ekipy filmowej są jedynymi, których znasz i z którymi możesz sobie pogadać. Z biegiem czasu wszystko robi się już w grupie: gra, pije, upija i nagle oni z twojego życia znikają. Praktycznie z dnia na dzień. Z wieloma tracisz kontakt. Tak po prostu, bo takie jest życie. Nie da się utrzymać kontaktu ze wszystkimi. Ale tym razem było inaczej. Może dlatego, że okres kręcenia zdjęć był dłuższy.

Wszyscy mieszkaliśmy przy jednej ulicy. Można ją nawet nazwać ulicą Królewską. Na jednym końcu mieszał Gandalf, Peter na drugim końcu, a my wszyscy po środku. To było bardzo zabawne przeżycie. Można się było poczuć jak w jakiejś komunie. Co dzień widziało się znajome twarze. Całe miasteczko jest dość małe. W życiu nie miałem tak blisko z domu do studia!

Gdy wróciłem do Londynu i rozpocząłem zdjęcia do „Szybkich i wściekłych”, mieszkałem we wschodniej część Londynu. Studio, w którym kręciliśmy, było po drugiej stronie miasta. Codziennie jadąc do pracy, spędzałem półtorej godziny w samochodzie. Po spędzeniu w aucie 20 minut, doszedłem do wniosku, że to jest coś niedorzecznego. Muszę się przeprowadzić bliżej studia. Ja marnuje w ten sposób mój czas, który mógłbym wykorzystać na coś bardziej produktywnego niż siedzenie na tyłku w aucie.

Czy czułeś na planie, że Nowozelandczycy są niezmiernie dumni z tych filmów?

Słyszałeś może o „Sześciu stopniach od Kevina Bacona”? Ten aktor wystąpił w tak wielu, że teoretycznie można go powiązać z każdym amerykańskim aktorem minionego wieku najwyżej sześcioma stopniami, stąd taka nazwa. W Nowej Zelandii jest właśnie podobna odmiana tylko z „Władcą Pierścieni”. Każdy mieszkaniec w jakimś stopniu przyczynił się do powstania tych wszystkich filmów. Tu nawet lotnisko wygląda jak z tamtej epoki. Jeśli byś przyleciał na nie podczas premiery filmu, to byś zobaczył, o co mi chodzi. W tym okresie wszystkie budynki zostały oklejone tak, by wyglądały jak stara twierdza lub zamek. To było coś magicznego.

Miałeś już jakieś dziwne przejścia z fanami?

Rozumiem, że pytasz o „Hobbita”? Zaskoczyła mnie chyba ilość zdjęć, które znalazłem na Twitterze, ludzi przebranych za moją postać. Zwłaszcza kobiet, które chciały wyglądać jak Bard. To było dość interesujące. Zdziwiła mnie zwłaszcza dbałość o szczegóły. Wybrałem się do Glasgow na Comic-Con, a także do San Diego i spotkałem tam kilka osób tak dobrze przebranych, jakbym patrzył w lustro. To było zarówno wspaniałe, jak i przerażające.

Fani proszą cię niekiedy o to, byś wyrecytował jakieś fragmenty z filmu?

Nie, nigdy nie zostałem o to poproszony. Ludzie, których spotykam, są zazwyczaj trochę przerażeni tym, że z nimi rozmawiam. Trochę im zajmuje, nim wyduszą z siebie jakieś bardziej wyszukane prośby niż tylko o wspólne zdjęcie czy autograf. Po za tym musisz pamiętać, że gdy pojawiam się na takich imprezach bez całego przebrania i charakteryzacji, to nie wszyscy mnie od razu rozpoznają. Niekiedy mnie mijają jak zwykłego turystę.

Pewnie nim zgodziłeś się zagrać w „Hobbicie”, obejrzałeś przynajmniej jedną część „Władcy Pierścieni”. Czy bałeś się gry z którymś z aktorów?

Byłem przerażony spotkaniem z Ianem McKellenem. Byłem tą naszą współpracą bardzo podniecony. Okazał się on bardzo ciepłym i zabawnym facetem. Widać po nim, że cieszy go zawód, który wykonuje. Podchodzi do niego z wielką lekkością. Trudno teraz wyobrazić sobie kogoś innego grającego rolę Gandalfa. Mam nadzieję, że po kilku latach ludzie będą tak mówili o mojej kreacji w tej trylogii. To by było dla mnie wielkie wyróżnienie.

Praca na planie wymagała od ciebie zmiany w twoim życiu. Udało ci się ją utrzymać po zakończeniu zdjęć?

Tak. Można powiedzieć, że ten film na zawsze zmienił moje życie pod tym względem. Do dziś ćwiczę z trenerem i jestem na diecie. Może nie trenuję tak ciężko, ale chcę utrzymać wagę i sylwetkę, jaką wyrzeźbiłem podczas „Hobbita”. Teraz o wiele lepiej się czuję. Jestem sprawniejszy. Jest super!

To dzięki ćwiczeniom w Nowej Zelandii dostałeś rolę w filmie „Dracula Historia Nieznana”, bo reżyserowi spodobały się twoje warunki fizyczne.

Tak. Tyle że by to wszystko utrzymać, musiałem na planie ćwiczyć nocami. Byłem w pewnym monecie już wykończony. Można powiedzieć, że w pewnym momencie siłownia była moim drugim domem. Mój dzień zaczynał się i kończył z tymi cholernymi przyrządami. Masakra.

Rozmawiał Rafał Kawecki

New Image

 

Nasza misja

Polish Express to rzetelne źródło informacji dla Polaków za granicą. Publikujemy wyłącznie sprawdzone wiadomości. Dowiedz się, jakie są nasze zasady redakcyjne!

Teksty tygodnia

Robisz zdjęcia stewardesom albo nagrywasz w samolocie? Będziesz miał problemy

Kabina samolotu to przestrzeń prywatna, a nie publiczna scena dla mediów społecznościowych.

Trzeba zgłosić wyjazd na wakacje, gdy pobiera się Universal Credit

Jeśli pobieramy Universal Credit musimy pamiętać o tym, że wyjazd na wakacje może nas dużo kosztować, gdy pojedziemy na „zbyt długo”.

HMRC podaje, jak sprawdzić, czy pracodawca płaci prawidłowo

HMRC apeluje do pracowników, aby sprawdzili po podwyżce stawek płacy minimalnej, czy pracodawca płaci prawidłowo.

Obniżka zasiłku przyczyną samobójstwa 41-letniego mężczyzny

Śledztwo wykazało, że obniżka zasiłku Universal Credit była przyczyną śmierci 41-letniego mężczyzny, który bał się bezdomności.

Kontrola stanu zdrowia świadczeniobiorców PIP. DWP wprowadziło ważne zmiany

Zmiany obejmują głównie osoby powyżej 25. roku życia oraz tych, którzy już pobierają świadczenie. Nowi wnioskodawcy również trafiają do systemu

Praca i finanse

Kryzys w UK

Styl życia

Życie w UK

Londyn

Crime

Zdrowie