Jedna karta pacjenta zamiast zabawy w głuchy telefon? NHS w Wielkiej Brytanii chce połączyć źródła informacji o pacjentach w nadziei na tysiące mniej wizyt na SOR-ach.
Pacjent opowiada lekarzowi swoją historię. Potem powtarza ją pielęgniarce. Następnie kolejnemu specjaliście. Później okazuje się, że część wyników badań jest w przychodni, a część krąży między skrzynkami mailowymi. Brytyjczycy najwyraźniej uznali, że w XXI wieku taki model funkcjonowania ochrony zdrowia się nie sprawdza.
Miliony funtów strat przez bałagan w dokumentacji
Rząd Wielkiej Brytanii forsuje NHS Modernisation Bill. Ustawa ma wymusić na lekarzach rodzinnych, szpitalach i całym NHS w Anglii udostępnianie danych medycznych w ramach wspólnego systemu informacji o pacjencie. Efekty? Nawet 20 tys. mniej wizyt na oddziałach ratunkowych A&E (odpowiednik SOR-ów) rocznie, tysiące hospitalizacji mniej oraz oszczędności liczone w milionach funtów.
Największym problemem NHS w Wielkiej Brytanii od lat nie jest wyłącznie brak pieniędzy czy przeciążenie personelu, ale właśnie miszmasz informacyjny. Dane pacjenta znajdują się często w kilku różnych systemach, które nie zawsze potrafią się ze sobą komunikować. Przez to lekarz w jednym szpitalu nie widzi wyników badań wykonanych w drugim, a przychodnia tygodniami czeka na dokumentację.
Bez powtarzania historii choroby każdemu lekarzowi
Skoro bank potrafi w kilka sekund sprawdzić historię transakcji sprzed pięciu lat, to szpital powinien bez problemu odnaleźć informację o uczuleniu pacjenta na składnik leku. Niestety nie zawsze jest to takie oczywiste.
W związku z tym na mocy nowych przepisów ma powstać tzw. Single Patient Record, czyli pojedynczy rekord pacjenta. Lekarz prowadzący zyska szybki dostęp do historii leczenia. Do listy leków, wykazu alergii i wcześniejszych diagnoz oraz informacji o hospitalizacjach niezależnie od miejsca, w którym pacjenta leczono.
20 tys. wizyt mniej
Brytyjski Departament Zdrowia przekonuje: scalenie źródeł pozwoli ograniczyć liczbę błędów diagnostycznych i szybciej reagować na pogarszający się stan zdrowia pacjentów.
Według rządowych szacunków około 10 tys. wizyt na SOR-ach uda się uniknąć dzięki lepszej opiece nad pacjentami z wielochorobowością i problemami geriatrycznymi. Kolejne 10 tys. ma zniknąć dzięki zmniejszeniu liczby błędnych diagnoz wynikających z niekompletnego dostępu do dokumentacji.

Obok nietrafionych diagnoz jednym z najbardziej niepokojących sygnałów zapaści systemu ochrony zdrowia jest według International Business Times masowe opuszczanie angielskich oddziałów A&E bez uzyskania pomocy. Między lipcem a wrześniem 2025 roku bez leczenia wyszło ponad 320 tys. osób.
Resort zdrowia szacuje, że ograniczenie niepotrzebnego przepisywania tych samych preparatów i następstw niepożądanych pozwoli zaoszczędzić ponad 20 mln funtów oszczędności rocznie. Lekarze mają odzyskać około pół miliona godzin rocznie obecnie traconych na poszukiwanie i ręczne uzupełnianie dokumentów.
Kto będzie pilnował danych pacjentów?
Jak zwykle przy takich pomysłach, entuzjazm miesza się z niepokojem. Czy centralizacja informacji zagraża prywatności? Brytyjskie Stowarzyszenie Medyczne oraz część środowisk lekarskich nie są zachwycone pomysłem. Znalazł się na ich celowniku, ponieważ daje on państwu większy wpływ na zarządzanie informacjami o zdrowiu obywateli. Jednocześnie nie mówi wprost, kto odpowie za ewentualne wycieki, gdy okaże się np., że dane medyczne pół miliona Brytyjczyków wystawiono na sprzedaż.
