Wielu ekspertów zaleca, aby wsiadając do samolotu, liczyć rzędy siedzeń jakie dzielą nas od wyjść awaryjnych. To standardowa procedura bezpieczeństwa lotniczego, wynikająca z analiz prawdziwych katastrof.
Dlaczego liczenie rzędów siedzeń ma sens?
Jest ku temu jeden główny powód. Dzięki temu znajdziemy wyjście po omacku, w dymie lub ciemności, gdyby doszło do awaryjnej ewakuacji.
W pożarze samolotu gęsty, toksyczny dym potrafi całkowicie zasłonić widoczność w ciągu kilkunastu sekund. Pasażerowie mogą nie widzieć nawet własnej ręki, a co dopiero znaków pokazujących drogę ewakuacji czy znaków nad drzwiami.
Światła awaryjne na podłodze (te małe, podświetlane linie prowadzące do wyjść) mogą zostać uszkodzone albo częściowo zasłonięte przez dym czy szczątki.
Jeśli policzyłeś siedzenia wcześniej (np. „trzy rzędy od mojego miejsca do wyjścia”), możesz liczyć oparcia foteli dotykiem, pełznąc nisko przy podłodze, gdzie powietrze jest czystsze, i trafić do wyjścia nawet bez widoczności.
Skąd to zalecenie?
Można je spotkać w wielu poradnikach czy filmach o bezpiecznym lataniu. Ta rada pochodzi wprost z badań nad katastrofami lotniczymi (m.in. słynny wypadek w Manchesterze w 1985 roku, gdzie pożar na płycie lotniska spowodował gęsty dym w kabinie) i jest częścią standardowych instrukcji bezpieczeństwa linii lotniczych oraz szkoleń personelu pokładowego.
Co zrobić w samolocie?
Po zajęciu miejsca warto:
- Zlokalizować najbliższe wyjście — czasem to jest wyjście z tyłu, za nami
- Policzyć liczbę rzędów siedzeń dzielących nas od tego wyjścia.
- Zapamiętać tę liczbę
To jedna z tych rad bezpieczeństwa, które brzmią banalnie, dopóki nie znajdziesz się w sytuacji, gdzie faktycznie ratują życie. Jednocześnie nic nas nie kosztuje stosowanie jej przy każdym locie.
