iast Kryzys mieszkaniowy w Londynie wchodzi w kolejną, kosztowną fazę. Samorządy wydają dziesiątki milionów funtów na zakup mieszkań, które mają służyć jako tymczasowe zakwaterowanie dla osób zagrożonych bezdomnością.
Paradoks polega na tym, że część z tych lokali to dawne mieszkania komunalne sprzedane wcześniej w ramach programu Right to Buy. Teraz rady próbują odzyskać zasób, który przed laty został wyprowadzony z sektora publicznego.
Kryzys mieszkaniowy w Londynie – gdzie jest najgorzej?
Jednym z najbardziej wyrazistych przykładów jest Islington. Rada kupiła już setki nieruchomości przeznaczanych dla gospodarstw domowych potrzebujących tymczasowego zakwaterowania. W najnowszych danych mowa o 820 zakupionych lokalach, a w ramach kolejnego etapu programu samorząd przeznaczył dodatkowe 58 mln funtów. Większość kupowanych nieruchomości stanowią dawne mieszkania komunalne sprzedane wcześniej w ramach Right to Buy.
Na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak niezwykle drogi sposób prowadzenia polityki mieszkaniowej. W rzeczywistości dla londyńskich rad alternatywa jest często jeszcze bardziej kosztowna. Gdy samorząd nie dysponuje własnymi lokalami, musi znaleźć mieszkanie dla rodziny, której przysługuje pomoc wynikająca z przepisów dotyczących bezdomności. W warunkach ograniczonej podaży coraz częściej oznacza to korzystanie z prywatnego rynku najmu i drogich form tymczasowego zakwaterowania.
Ilu mieszkań w Londynie brakuje?
Skala problemu jest ogromna. Według London Councils około 210 tys. londyńczyków mieszka w tymczasowym zakwaterowaniu zapewnianym przez samorządy, w tym około 102 tys. dzieci. Londyńskie dzielnice wydają na tymczasowe zakwaterowanie około 5 mln funtów dziennie.
To właśnie dlatego zakup mieszkań zaczyna być traktowany przez samorządy nie tylko jako polityka społeczna, ale również jako sposób ograniczania przyszłych wydatków. Zamiast co miesiąc płacić prywatnemu właścicielowi za lokal, rada może kupić nieruchomość i wykorzystać ją przez wiele lat. Islington przekonuje, że dzięki przejęciu nieruchomości udało się uniknąć nawet 17 mln funtów wydatków na prywatny najem w ciągu dwóch lat.

fot. shutterstock.com
Problem polega jednak na tym, że kupowanie mieszkań nie rozwiązuje źródła kryzysu. Ono przede wszystkim pozwala samorządom zarządzać jego skutkami.
Kryzys mieszkaniowy w Londynie przekracza możliwość pomocy
Liczba osób potrzebujących pomocy rośnie szybciej, niż rady są w stanie zwiększać własny zasób mieszkaniowy. W Islington liczba gospodarstw domowych korzystających z tymczasowego zakwaterowania wzrosła w ostatnim okresie o około 10 proc. Mimo szeroko zakrojonego programu zakupów presja na system pozostaje ogromna.
Podobna sytuacja występuje w innych częściach stolicy. W Lambeth koszt tymczasowego zakwaterowania wyniósł w ostatnim roku około 105 mln funtów. Natomiast w skali całego Londynu rachunek przekracza już setki milionów funtów rocznie.
W ten sposób powstaje błędne koło. Brak dostępnych mieszkań zwiększa liczbę osób trafiających do tymczasowego zakwaterowania. Rosnąca liczba takich gospodarstw zwiększa wydatki samorządów. Rady próbują ograniczyć koszty, kupując własne nieruchomości. Ale żeby rzeczywiście zmniejszyć kolejkę, potrzebna byłaby znacznie większa liczba mieszkań dostępnych po cenach, które mogą udźwignąć gospodarstwa o niskich i średnich dochodach.
Do tego dochodzi problem podaży na prywatnym rynku. W 2026 roku coraz więcej właścicieli wycofuje mieszkania z sektora najmu, co dodatkowo ogranicza liczbę lokali dostępnych dla osób szukających mieszkania. W Londynie byłe nieruchomości na wynajem stanowiły około 30 proc. nowych ofert sprzedaży w analizowanym okresie. Dla rodzin, które nie mogą pozwolić sobie na zakup mieszkania, oznacza to jeszcze większą konkurencję o ograniczoną liczbę lokali.
Right to Buy i dziwny paradoks
W tym kontekście szczególnie ironiczny jest los mieszkań sprzedanych w ramach Right to Buy. Program umożliwił milionom lokatorów wykup mieszkań komunalnych z dużymi zniżkami. Przez lata oznaczało to zmniejszanie publicznego zasobu mieszkań. Dzisiaj część tych samych lokali wraca do samorządów. Tyle że po cenach rynkowych i często za publiczne pieniądze.
Nie jest to jednak wyłącznie problem księgowy. Londyn potrzebuje mieszkań, których nie trzeba co kilka lat ponownie wynajmować na rynku ani odkupywać za miliony. Potrzebuje stabilnego, długoterminowego zasobu mieszkań socjalnych i przystępnych cenowo lokali na wynajem.
Obecna strategia rad pokazuje więc przede wszystkim, jak głęboki jest kryzys mieszkaniowy w Londynie. Samorządy nie mogą po prostu odmówić pomocy rodzinom, którym przysługuje zakwaterowanie. Muszą znaleźć mieszkania. Nawet jeśli są one bardzo drogie. Jednocześnie nie mają wystarczających środków, aby w krótkim czasie zbudować zasób odpowiadający skali potrzeb.
Dlatego zakup dawnych mieszkań komunalnych może być rozsądną inwestycją i sposobem na ograniczenie kosztów w przyszłości. Nie powinien jednak być mylony z rozwiązaniem kryzysu.
Kryzys mieszkaniowy w Londynie – czy rady zapewnią ludziom domy?
Prawdziwy test dopiero przed Londynem: czy samorządy będą w stanie przestać jedynie kupować czas i miejsca dla osób bezdomnych, a zaczną systematycznie zwiększać liczbę mieszkań, które zapobiegają bezdomności, zanim rodzina w ogóle do niej trafi?
Bo jeżeli liczba potrzebujących będzie nadal rosła, nawet setki odkupionych mieszkań mogą okazać się tylko kroplą w morzu potrzeb. A rachunek za kryzys będzie nadal ponoszony przez mieszkańców — w czynszach, podatkach i wydatkach publicznych.
