Fot: Getty Images
W wywiadzie udzielonym na antenie "Sky News" premier Liz Truss przyznała, iż nie boi się podejmować decyzji niepopularnych według opinii publicznej, ale skutecznych, a więc takich, które wzmocnią brytyjską ekonomię.
Rozmawiając z Beth Rigby w Nowym Jorku brytyjska premier broniła wszelkich zapowiadanych przez jej rząd zmian podatkowych, które mają pojawić się w ramach piątkowego "mini-budżetu". Deklarowała, że zrobi wszystko, aby gospodarka brytyjska znów zaczęła iść w górę. "Ważne jest dla mnie to, że rozwijamy brytyjską gospodarkę, ponieważ to ostatecznie zapewni wyższe płace, więcej inwestycji w miastach w całym kraju. To jest to, co ostatecznie sprawi, że ludzie będą mieli więcej pieniędzy w swoich portfelach. To także umożliwi finansowanie usług takich jak służba zdrowia. A żeby osiągnąć ten wzrost gospodarczy, Wielka Brytania musi być konkurencyjna" – mówiła szefowa brytyjskiego rządu.
Jednocześnie Liz Truss przyznała, że planowane przez nią cięcia podatków będą bardzo korzystne dla najbogatszych osób w UK. Broniła takiej polityki wychodząc z założeniach (czy słusznie, to sprawa bardzo dyskusyjna!) iż osoby majętniejsze płacą po prostu wyższe podatki. "Nie akceptuję argumentu, że cięcie podatków jest w jakiś sposób niesprawiedliwe" – zaznaczała. "Wiemy, że ludzie o wyższych dochodach zazwyczaj płacą wyższe podatki. Powinniśmy tak kształtować naszą politykę podatkową, aby nasz kraj odnosił największe sukcesy. Wszystko, co sprawia, że gospodarka rośnie, przynosi korzyści wszystkim w Wielkiej Brytanii".
Liz Truss nie boi się podejmowania niepopularnych decyzji
Premier Truss zdecydowanie odrzuca opcję dodatkowego opodatkowania koncernów energetycznych (tzw.: "windfall tax") w perspektywie nieoczekiwanych dochodów oraz trwa przy cięciach podatków od osób prawnych (corporation tax). Jej zdaniem takie nakładanie "arbitralnych podatków" skutkowałoby brakiem inwestycji i wzrostu, co, jak powiedziała "ostatecznie zniszczy możliwości [dalszego rozwoju] w tym kraju". Jak analizują specjaliści te pieniądze pokryłyby obniżkę rachunków za energię w ramach Energy Price Guarantee, ale szefowa rządu jest przekonana, że środki na to znajdą się z przewidywanego wzrostu gospodarczego.
Widać wyraźnie, że premier Liz Truss na początku swojej kadencji przyjęła bardzo zdecydowaną i jednocześnie wojowniczą retorykę, choć nieco archaiczną, bo historia (a szczególnie ta ostatnia!) pokazała, że na wzroście gospodarczym, nie do końca korzystają "wszyscy". Coraz częściej odchodzi od dogmatu opartego na tyle wiecznym, co mitycznym wzroście gospodarczym i szuka się bardziej elastycznego i zbilansowanego podejścia do kwestii ekonomicznych.
Rosnące rachunki za energię to "cena, którą warto zapłacić"
Warto również dodać, że tym bardzo konserwatywnym wypowiedziom w duchu "gospodarka, głupcze" towarzyszą komentarze dotyczące sytuacji międzynarodowej i wojny na Ukrainie. Premier Truss wyraźnie zaznaczyła, iż rosnące rachunki za energię to "cena, którą warto zapłacić", aby zapewnić długoterminowe bezpieczeństwo Wielkiej Brytanii. Wczoraj, szefowa brytyjskiego rządu zobowiązała się do dalszej pomocy Ukrainie, Jej koszt wyniesie lub przekroczy 2,3 miliarda funtów. Więcej na ten temat pisaliśmy w artykule: "Premier Liz Truss obiecuje miliardowe wsparcie dla ukraińskiej armii w 2023".
