“Możesz mi zawiązać sznurówki?” – zapytała 8-letnia dziewczynka moją znajomą, której partner jest po rozwodzie i wychowuje dwójkę dzieci 50/50, czyli naprzemiennie z byłą partnerką. Kobieta była zszokowana, bo chociaż sama wychowywała swojego syna, przykładała ogromną wagę do tego, by był samodzielny już od najmłodszych lat i nie odstawał w kolejnych etapach rozwoju od rówieśników. Po rozmowie kobiety z partnerem okazało się, że na treningach rugby, na które 2 razy w tygodniu zawozi 11-letniego syna, większość chłopców również korzysta z pomocy rodziców przy wiązaniu sznurówek, pomocy przy ubiorze stroju sportowego i podaje “prosto do dzioba” wodę z butelki. Czy polscy rodzice też lubią wszystko robić za swoje dzieci, byle się tylko nie zmęczyły?
Nieważne jakiej jesteśmy narodowości i gdzie mieszkamy – wychowanie dziecka na porządnego, mądrego, niezależnego i – co ważne – samodzielnie myślącego i szczęśliwego człowieka nie tylko nie jest proste, ale w obecnych czasach wręcz bardzo trudne. Wiele dzieci wychowuje nam teraz Tok Tok i Instagram. Czy chcemy tego czy nie, dzieci się porównują do siebie. Nie da się uniknąć kupna komórki z internetem, a co za tym idzie – niemal każde nasze dziecko jest narażone na wszystkie treści w internecie: od zabawnych filmików z psocącymi kotkami do pełnych przemocy, nienawiści i podprogowych treści. Nie wszystko, co ma wpływ na nasze dzieci jest w stanie kontrolować kochający rodzic. Kochający rodzic jednak – czy to brytyjski czy polski – na pewno może zrobić trzy rzeczy: uważnie słuchać, mądrze rozmawiać i okazywać zainteresowanie sprawami, marzeniami i ambicjami swoich dzieci.
“Czym skorupka za młodu nasiąknie…”
Postaw i oczekiwań wobec naszych dzieci bardzo często bezwiednie uczymy się od naszych własnych rodziców. Tak jak z wyborem partnera do życia. Albo chcemy mieć podobne małżeństwo do tego, jakim było małżeństwo naszych rodziców, albo wręcz przeciwnie. “Ja swoje dzieci zupełnie inaczej będę wychowywać. W moim domu na każdym kroku ignorowano moje potrzeby” – niejeden z nas mówił. Ale czy na pewno my wychowujemy nasze dzieci inaczej niż wychowano nas? My jako dzieci obserwowaliśmy to, w jaki sposób traktują nas i nasze rodzeństwo najbliżsi, co niewątpliwie miało wpływ na całe życie nas samych i nasze rodzeństwo, a potem na styl wychowania naszych dzieci. W ten sposób przez pokolenia bywają powielane określone schematy przygotowywania dzieci do dorosłego życia. To czy jesteśmy Polakami czy Brytyjczykami nie ma w tym kontekście znaczenia. Wszyscy bierzemy udział w powielaniu schematów wychowawczych: Brytyjczycy po brytyjsku, a Polacy po polsku. Być może też właśnie dlatego można zauważyć pewne różnice między wychowaniem brytyjskim a wychowaniem polskim.
“To wyraz troski”
Partner znajomej nie widział nic dziwnego w wyręczaniu dzieci w wielu codziennych czynnościach. “To wyraz troski rodziców o dzieci” – powiedział. Inny jeszcze obrazek z życia przywołała Ewa, mama 12-letniej Eweliny, która przyjaźni się z moją znajomą, a ich dzieci uczęszczają do tej samej szkoły. Jedna z dziewczynek poskarżyła się niedawno babci, że jej mama – wychowująca ją samotnie – nie posprzątała jej pokoju, przez co ta nie mogła znaleźć swoich airpods’ów. Przypomniałam sobie wtedy, kiedy wiele lat temu pojechałam z moją rodziną na ferie zimowe do jednej z górskich miejscowości koło Zakopanego. Zatrzymaliśmy się w pięknym pensjonacie, w którym było z 8 pokoi dla gości. Na jednym z pięter spotkałam wtedy córkę gospodarzy – 11-letnią Alicję. Zdziwiło mnie, że pucuje jedną z łazienek dopóki krany nie będą lśnić jak lustra. Okazało się, że oprócz treningów narciarskich, szkoły, innych zajęć pozaszkolnych – do jej codziennych obowiązków należało sprzątanie przed i po wyjeździe gości wszystkich pokoi w pensjonacie. Inne dzieci w rodzinie też miały dziesiątki obowiązków, z których sumiennie się wywiązywały. Mnie się to wtedy w głowie nie mieściło, bo mimo że miałam wraz z siostrą obowiązki w domu (wyrzucanie śmieci, odkurzanie mieszkania raz w tygodniu i ścieranie kurzu z naszej meblościanki), to jednak często udawało mi się “wywinąć” od tych obowiązków, tłumacząc się zadaniami ze szkoły, bólem głowy i… innymi mniej lub bardziej nieprawdopodobnymi wymówkami. Rodzice zapewne udawali, że mi wierzą.
“Dzieci i ryby głosu nie mają”
Każdy chyba zna to staropolskie powiedzenie, przekazywane nam z pokolenia na pokolenie, które jeśliby się dokładnie w niego wsłuchać – każe nam traktować dzieci bez szacunku i poszanowania dla ich indywidualizmu. Na forum “Polish Express” pewna Polka relacjonowała, że na ten aspekt zwróciła szczególną uwagę w kontekście uczęszczania jej dwójki dzieci do przedszkoli – raz w Wielkiej Brytanii, a raz w Polsce. W angielskich przedszkolach widziała, że jej dzieci traktowane są poważnie, a przedszkolanki prowadzą z nimi prawdziwe rozmowy – jak z równymi sobie partnerami do konwersacji. Wychowawcy z brytyjskich placówek są po prostu ciekawi, co dzieci mają do powiedzenia. Z kolei w polskich przedszkolach traktowanie dzieci nie podobało się Polce – jej zdaniem przedszkolanki bardziej skupiały się na rozmowach z rodzicami, natomiast dzieci traktowały nieco z góry. Polscy rodzice mieszkający w UK zauważają też, że w polskich szkołach w stosunku do dzieci stosuje się głównie wymagania, nie traktuje się dzieci poważnie i znowu zastosowanie ma powiedzenie: “dzieci i ryby…”. Zupełnie inaczej jest w szkołach w Wielkiej Brytanii. Jedna z naszych czytelniczek w zauważyła, że w brytyjskiej szkole podczas wywiadówek nauczyciele podkreślają mocne strony dzieci i ich osiągnięcia przy rodzicach, tak aby dzieci słyszały. Natomiast o ewentualnych trudnościach dzieci mówi się dyskretnie, tak aby nie speszyć dziecka i nie podkopać jego poczucia własnej wartości. Zdaniem Polki, taka postawa brytyjskich nauczycieli buduje w dzieciach pewność siebie i koncentrację na własnym potencjale. Natomiast w Polsce dzieci często już od dziecka wysłuchują od dorosłych co złego zrobiły, jak słabo się uczą i o ile gorsze są od swoich kolegów czy koleżanek. Wśród dorosłych “dzieci”, czyli nas – przyszłych lub obecnych rodziców często przewija się w opowieściach o rodzicach podobny schemat: “Przychodzę do domu i mówię mamie/tacie, że dostałem czwórkę z matematyki”. Reakcja rodziców jest natychmiastowa: “dlaczego nie szóstkę?”. Ktoś z czytelników “Polish Express” zna te słowa, ten schemat zachowań? Taka strategia koncentruje dzieci na ich słabościach i prowadzi do zaniżonego poczucia własnej wartości. To z kolei powoduje niechęć do podejmowania wyzwań – czy to w szkole, czy to w późniejszym życiu. Wiele późniejszych kłopotów, dramatów, nieradzenia sobie z rzeczywistością, a przede wszystkim trudnych do zwalczenia kompleksów bierze się z negowania przez rodziców naszych malutkich czy większych dokonań.
“Zimny wychów” kontra przepocenie z przegrzania
O zimnym wyspiarskim chowie słyszała chyba każda mama. W UK charakterystycznym zjawiskiem jest ubieranie dzieci dość lekko, nie za ciepło. Z perspektywy polskich babć i dziadków, odwiedzających swoje wnuki żyjące z rodzicami na Wyspach, takie ubieranie dzieci może się wydawać zupełnie nieodpowiednie. Niejedna Polka, która nauczyła się na Wyspach zimnego chowu, z pewnością zebrała kilka ostrych słów krytyki od swojej własnej matki, strofującej ją i nakazującej ubrać dziecku czapeczkę, ciepłe rajstopy i rękawiczki. Wiele Polek mieszkających w UK nie daje się jednak przekonać do zimnego brytyjskiego wychowu i ubiera dzieci bardziej „po polsku”, dbając przede wszystkim o to, aby nie było im zbyt zimno. A taka postawa wcale nie dziwi – biorąc pod uwagę kapryśną pogodę na Wyspach.
Interes dziecka ponad wszystko – prawo w UK
Niech pierwszy z nas rzuci kamieniem, kto nie nakrzyczał kiedyś na swoje dziecko. Kto z nas w dzieciństwie nie dostał “klapsa” w pupę? Czasy się – na szczęście – zmieniają, a Polsce w kwestii praw dzieci coraz bliżej do Wielkiej Brytanii. Kary cielesne, o ile można było je stosować w Średniowieczu, w XXI wieku powinny zniknąć z powierzchni Ziemi i powinien po nich jedynie zostać wstyd. Zdarzają się niestety jeszcze przypadki, w których polski rodzic mieszkający w Wielkiej Brytanii myślą, uczynkiem i mową wciąż tkwi w Średniowieczu. Polacy mieszkający na Wyspach często są zaskoczeni szybką i ostrą reakcją tutejszych pracowników socjalnych. Brytyjskie prawo dosyć istotnie różni się od polskiego w kwestii sprawowania opieki nad dziećmi. Polski system ochrony dzieci różni się od brytyjskiego. Wielu Polaków w UK tego nie rozumie, jednak na Wyspach to właśnie interes dziecka jest ponad wszystko. W Polsce dopuszczalne jest np. pozostawienie dziecka samego w domu i pójście do sąsiadki na winko czy ploteczki, a w Wielkiej Brytanii – nie.
Decyzję o odebraniu dzieci rodzicom podejmuje sąd. Sprawa trwa pół roku. Rodzice odebranego dziecka otrzymują adwokata, który opłacany jest przez państwo. W sprawie występuje również dziecko i kurator mu przydzielony, pracownicy opieki społecznej oraz przedstawicielstwo polskiego konsulatu.
Polskie podejście do brytyjskiego wychowania
Oto, jak widzi sprawy brytyjskiej rzeczywistości rodzica i dziecka jedna z Polek, która opisała swoje doświadczenia na forum dla polskich rodziców mieszkających w UK: “Wiem, że nie wszystkie dziewczyny na tym forum mają dzieci, ale za to wszystkie mieszkacie w Anglii. Co sądzicie o podejściu do wychowywania dzieci tutaj? Po prawie półtorarocznym pobycie udało mi się uporać z wieloma problemami mniejszymi i większymi. Dużą moją bolączką była praca poniżej kwalifikacji, ale od miesiąca pracuję w lokalnym councilu i wreszcie mogę "pracować głową" i mam szansę na rozwój. Sprawy finansowe też się w miarę układają – idziemy do przodu. Ale jedna rzecz nie daje mi wciąż spokoju – to warunki w jakich wychowuje się dzieci. Już nieraz wspominane były kwestie dzieci porozbieranych, ale to dotyczy wielu innych spraw. Wiele z nich to drobiazgi, ale życie dziecka skupia się wokół drobiazgów… Z mojej corki dzieci się śmieją w szkole, gdy zakłada czapkę na playtime; butów nigdy nie zmieniają, co w zimie oznacza 7 godzin spędzonych w ciepłych butach; piją lodowatą wodę z kranu… Te i inne sprawy spowodowały, że córka od dwóch miesięcy jest przeziębiona i w końcu wylądowała na antybiotykach (które zresztą dostałam "przez telefon" po dwuzdaniowym opisie objawów – lekarz nie widział dziecka na oczy!). Szkoła … 7-godzinny pobyt poza domem począwszy od czwartego roku życia. Nastolatki, które mijam na ulicy i zastanawiam się czy moja córka za kilka lat też tak będzie wyglądać/tak się zachowywać… Na ile ma na nią wpływ moje wychowanie, a na ile środowisko, w którym się wychowuje? Jakie są Wasze opinie? Bo ja coraz częściej myślę o powrocie do Polski właśnie ze względu na nią… Może jestem przewrażliwiona…”.
Nie kraj, a rodzic kształtuje przyszłe pokolenie
Warto zastanowić się nad różnicami w podejściu do wychowania, warto czerpać z innej kultury i nie zamykać się na inne podejście. Najważniejsze jednak, abyśmy nie ignorowali głośnego lub cichego artykułowania potrzeb i marzeń przez nasze dzieci. Najważniejsze – zarówno dla polskich czy brytyjskich rodziców jest przecież szczęście naszych dzieci. Wszystkim dzieciom, które miały swoje święto 1 czerwca oraz ich rodzicom “Polish Express” życzy wspaniałego i beztroskiego dzieciństwa, a ich rodzicom – jak najmniej stresującego rodzicielstwa i wzajemnego szacunku.
Autorka: Ilona Korzeniowska
Zajrzyj także na naszą główną stronę: PolishExpress.co.uk – będzie nam miło!
Artykuły polecane przez PolishExpress.co.uk:
Oto 6 zmian finansowych, które wchodzą w życie od lipca. W tym limit cen energii
Prawie 13 mln mieszkańców UK ma kłopot z opłaceniem rachunków
