Coraz częściej mówi się o tym, że początek szkolnej drogi przestaje być naturalnym krokiem w rozwoju dziecka. Staje się wyzwaniem nie tylko dla najmłodszych, ale też dla rodziców i nauczycieli. Okazuje się, że teraz dzieci w szkole mają nieco inne problemy. Wielu kilkulatków nie radzi sobie z czynnościami, które wcześniej były normą.
Gotowość szkolna, jeszcze niedawno traktowana jak oczywistość, dziś staje się tematem alarmujących raportów i gorących dyskusji.
Nauka zaczyna się od podstaw… dosłownie
Jeszcze dekadę temu od dzieci rozpoczynających edukację oczekiwano podstawowej samodzielności i umiejętności społecznych. Dziś coraz częściej okazuje się, że wielu kilkulatków nie radzi sobie z czynnościami dotychczas uznawanymi za normę.
Raport Fundacji Kindred Squared wskazuje na poważne problemy z gotowością szkolną dzieci w Wielkiej Brytanii. Na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród 1000 pracowników placówek edukacyjnych wynika, że ponad jedna trzecia maluchów rozpoczynających etap reception nie ma podstawowych umiejętności niezbędnych do funkcjonowania w szkole, np. dotyczących sprawności manualnej.
Nauczyciele są zmuszeni wchodzić w rolę rodziców
Samodzielne jedzenie, korzystanie z toalety czy ubieranie się jeszcze niedawno należały do podstawowych kompetencji dziecka w wieku przedszkolnym. Dziś coraz częściej wymagają one wsparcia ze strony nauczycieli w szkole. Te braki mają niekorzystny wpływ na organizację dnia. Czas przeznaczony na naukę bywa pochłaniany przez rozwiązywanie problemów, które dawniej pozostawały w gestii rodziców.
Problemy odnoszą się m.in. do rozumienia poleceń i zabawy z rówieśnikami (po 37 proc.), trzymania ołówka lub kredki (35 proc.), samodzielnego ubierania się (35 proc.), jedzenia i picia (28 proc.) oraz korzystania z toalety (26 proc.). Szkoła, zamiast rozwijać potencjał poznawczy, musi nadrabiać braki związane z codziennym funkcjonowaniem dziecka.

Pracownicy szkół codziennie poświęcają średnio 2,4 godziny zajęć na rozwiązywanie problemów wynikających z braku podstawowych umiejętności u uczniów. W tym 1,4 godziny tylko z powodu trudności z korzystaniem z toalety.
Papierową książkę dzieci próbują obsługiwać jak tablet
Jednym z najbardziej widocznych symboli tej zmiany jest sposób, w jaki dzieci obcują z książką. Coraz częściej nie traktują jej jako przedmiotu do czytania, lecz jak kolejny ekran do obsługi dotykiem. Długie godziny spędzane z telefonem czy tabletem ograniczają rozwój mowy, koncentracji i wyobraźni. Zastępują to, co kluczowe w pierwszych latach życia – wspólne czytanie na głos oraz rozmowę.
Na gotowość szkolną wpływa również tempo życia dorosłych. Wysokie koszty utrzymania i dłuższy czas pracy sprawiają, że rodzice mają mniej przestrzeni na codzienne rytuały z dzieckiem. Czytanie przed snem, nauka samodzielności czy zwykła rozmowa przegrywają z brakiem czasu i zmęczeniem. Ponadto część rodziców nie do końca wie, czego szkoła oczekuje od dziecka na starcie edukacji, a porad szuka w mediach społecznościowych lub narzędziach opartych na sztucznej inteligencji nie zawsze będących źródłem rzetelnych informacji.
Ponad połowa ankietowanych nauczycieli uważa, że głównym czynnikiem wpływającym na brak gotowości szkolnej dzieci jest nadmierne korzystanie z telefonów, powyżej 2 godzin dziennie.

