Jeszcze niedawno pisaliśmy o Polaku, który został ciężko pobity na ulicy w Londynie ze względu na swoją narodowość. Dzięki pomocy świadków zdarzenia, którzy podnieśli alarm, sprawca oddał się w ręce policji. Teraz chcieliśmy opisać historię naszego Czytelnika, który zgłosił redakcji, że jest atakowany wraz ze swoim autystycznym synem ze względu na narodowość przez brytyjską młodzież, która czuje się bezkarna.
Polak mieszkający w Grimethorpe napisał do naszej redakcji z prośbą o opisanie jego trudnej sytuacji. Stał się on, wraz ze swoim 9-letnim synem, obiektem ataków pod kątem narodowościowym i – jak pisze – ma niewielką pomoc ze strony policji. Nasz rodak twierdzi, że problem nie jest jednostkowy i niechęć do obcokrajowców po Brexicie jest niemal „podsycana”.
- Przeczytaj również: Mężczyzna aresztowany pod zarzutem morderstwa 9-letniej Olivii w Liverpoolu
Polak atakowany na ulicy
Poniżej publikujemy treść listu naszego Czytelnika:
„W gminie Barnsley miejscowości Grimethorpe, jak obserwuję, zmagamy się jako polska społeczność z rasizmem od wielu lat. To, co zdarzyło się w niedzielę 14/08/2022, zaczyna budzić we mnie niepokój. Idąc z moim autystycznym synem (Adam lat 9) ulicą – ja trzymając jego piżamę w ręku, a on szczoteczkę i pastę w swoich rękach, jesteśmy publicznie ośmieszani, obrażani i upokarzani na tle także narodowościowym.
Reszta tak zwanych dobrych, przyzwoitych ludzi tylko patrzy na ten show, ktoś mówi tylko "keep walking" tak, jakbym miał się zgadzać na ten wstyd i upokorzenie, bo ulica chce mieć spokój, a to, że moim i w szczególności mojego syna kosztem, nikogo nie interesuje. Po chwili, kiedy schodzę z niesławnej Mount Road i skręcam, a następną długą prostą jakiś młody hamuje blisko mnie z impetem i hałaśliwie rowerem, by nas przestraszyć.

Zaczyna chaotycznie krzyczeć, że rozwali mi łeb, że mnie znajdzie, że ma rodzinę. Zrobiłem mu zdjęcie, zdążył zasłonić twarz. To wszystko przypomina mi to, co działo się ostatniej wojny na terenach okupowanych. Dobrzy ludzie patrzą, jak idzie ojciec z synem wyzywani od najgorszych. Właściwie kolejny dzień w Grimethorpe mija, nic się nie stało… Ja nie chcę tego dla mojego dziecka, które wcześniej jest atakowane w tak zwanym innym incydencie. Dorosły człowiek grozi mojemu autystycznemu synowi i wyzywa od polskich debili. Tego jest za dużo.
Ten problem jest dużo głębszy, bo żyjemy na terenach, gdzie niechęć do Polaków i innych nacji jest niemała i poniekąd powszechnie akceptowalna. Policja jest poinformowana i zamierzam również złożyć skargę na jej działania, które doprowadziły do tej nieszczęsnej sytuacji, a cały incydent trwa od lat i nikt nawet po Brexicie nie chce, by sytuację na dobre załatwić. Mam wrażenie i to nieodosobnione, że dla lokalnej policji, władz i rdzennych mieszkańców niechęć wobec obcokrajowców jest podsycana i pielęgnowana w pewnych granicach.”
