Fot. Getty
Czy liderka w wyścigu do fotela premiera Wielkiej Brytanii, Liz Truss, jest zwolenniczką rewizji niektórych praw pracowniczych, w tym 48-godzinnego tygodnia pracy? O to właśnie podejrzewają ją związki zawodowe, które wzywają Truss do jasnego określenia się w tej kwestii.
Związki zawodowe wezwały Liz Truss do jasnego określenia swoich planów dotyczących praw pracowniczych w razie, gdyby została nowym premierem Wielkiej Brytanii. Krążą bowiem pogłoski, że prawdopodobna zwyciężczyni wyścigu na nowego lidera Partii Konserwatywnej i zarazem przywódcy UK, planuje wprowadzenie pewnych zmian do praw pracowników na fali Brexitu. Według związkowców, Truss chciałaby dokonać przeglądu 48-godzinnego tygodnia pracy, który został przyjęty jako część dyrektywy Unii Europejskiej w sprawie czasu pracy. Polityk może być chętna, by cofnąć te zabezpieczenia w celu „uczynienia Wielkiej Brytanii państwem bardziej konkurencyjnym”.
Czy Liz Truss będzie szanowała prawa pracowników w UK?
Frances O’Grady, sekretarz generalna Kongresu Związków Zawodowych (ang. Trades Union Congress), wezwała Liz Truss do „przyznania się”, jakie ma plany w sprawie zmniejszenia ochrony dla pracowników w UK. – Najważniejszym priorytetem Liz Truss powinna być pomoc rodzinom w opłaceniu rachunków tej zimy – zaznaczyła O’Grady. I dodała: – Wynagrodzenie w trakcie urlopu, równa płaca kobiet i mężczyzn, bezpieczne limity czasu pracy i urlop rodzicielski to tylko niektóre z praw podtrzymywanych przez zachowane prawo UE. To są kluczowe zabezpieczenia i prawa w miejscu pracy – a nie czyjeś widzi-mi-się.
Liz Truss, jeśli wprowadzi się na Downing Street, odziedziczy po Borisie Johnsonie chaotyczny rząd, który będzie musiał stawić czoła licznym wyzwaniom. Wśród największych są: kryzys kosztów utrzymania, gwałtownie rosnące rachunki za energię i zapowiadane masowe strajki, w tym adwokatów zajmujących się sprawami kryminalnymi i pracowników kolei.
