Race To Home: Karol Podwojski znów bije rekord, „Polish Express” trzyma kciuki

Czas wracać do domu

Po takim serwisie i dobrej regeneracji organizmu, obudził się we mnie wariat! w Polsce jeszcze luzowałem, ale Niemcy to ogień. Bez zahamowań, bez ograniczeń, bajka! Moje Kawasaki to sześćsetka, a na blacie 240km/h, non stop. W dupie miałem częste tankowanie. Nie było odpoczynku, ani przerw. Byłem tylko ja, „Kawa”, prędkość, samotność, i jeden cel. Jak najszybciej do domu!

Dojechałem, udało się – podróż życia! Podjeżdżając pod dom, rozpłakałem się jak dziecko. Specjalnie nie zdejmowałem kasku, żeby moja żona mnie nie zobaczyła w takim stanie. Pomimo tego że przestąpiłem próg domu, w którym czekali na mnie najbliżsi, adrenalina wciąż we mnie buzowała. Chciałem jechać dalej, we wspomnieniach wciąż przemierzałem tę epicką trasę na nowo. Tego mi nikt nie odbierze. To jest moja historia , To jest historia „Race To Home”.

- Advertisement -

Jazda samochodem nie dostarczy wam nigdy takich wrażeń, jakich ja doznałem przemierzając Europę moim motocyklem. Chciałem wam wszystkim przybliżyć te emocje, dlatego zdecydowałem się na kolejny wyjazd, któremu nadaliśmy kształt i jeden cel.

Pomysł na „Race To Home”  pociągnął ze sobą szereg zdarzeń i okoliczności, które sprawiły, że powstał Stuntbikeperformance. Dzięki temu miałem teraz okazje poznać wspaniałych ludzi, którzy wciągnęli się w project „Race To Home”, mam nadzieję, że tak samo mocno jak ja.

Niezbyt długo siedziałem nad tym, jak to wszystko opisać, chciałem jak najszybciej stworzyć historię tego co chciałem zrobić i mieć szanse dzielenia się tym z ludźmi. Tak poznałem Marka Jamroza, fotografa, który nie wiedzieć czemu sprawiał wrażenie, że nie poczuje tego, o co mi chodzi i nie podoła moim oczekiwaniom. Ja jednak wierzyłem w niego i jego umiejętności, bo jakby nie było, miałem okazję już wcześniej zobaczyć i poznać jego prace.

Mamy jasne, zdrowe relacje

Jego zdjęcia z Silverstone i uwiecznienie klasyków zrobiły na mnie największe wrażenie. Z marszu do niego zadzwoniłem. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie, i Jego lekko przerażoną minę, kiedy opowiadałem o tym co chce zrobić i czego oczekuję od niego. Wkręcił się. Naprawdę ujął to wszystko lepiej niż myślałem, zresztą mieliście i macie okazję podziwiać zdjęcia zrobione przez Marka na naszym Facebook’u.

W tym samym czasie poznałem Pawła Cegłowskiego ze StuntIT, z którym zaczęła się dość ścisła współpraca. Poznałem Pawła przez jednego z moich tegorocznym sponsorów Adama Kostki z Dixer Parts. Wysłał mi namiary na tego wariata, który w tym samym czasie zaczął również budować swój motocykl do stuntu. Był i jest moim mentorem technicznym i naprawdę pomógł mi zorganizować dużo części do zbudowania Kawy specjalnie na wyjazd RTH.

Wszyscy mamy jasne, zdrowe relacje, i każdy z nas znalazł w tym projekcie swoje własne miejsce. Udało Nam się zrobić coś fajnego, coś co daje nam radość z pasji, i to nam chodziło, a to już sukces! Ja sam uważam ten rok, za najbardziej popieprzony rok w moim życiu, i niech to trwa do bólu. Uwierzcie mi, mówię o tym szczerze z uśmiechem na twarzy.

Zanim zaczęliśmy „Race To Home”, zmagałem się ze swoimi demonami. Pół roku wcześniej padło podejrzenie ze mam czarniaka i że mam już przerzuty na układ limfatyczny. Trzymałem to w sekrecie przed światem, przed żoną i dziećmi, i przed resztą rodziny. W mojej głowie znowu poczułem powiew tej samotności jak na trasie pierwszego przejazdu do Polski. Dodawało mi to dużo energii, aby z tym jakoś żyć. Moja determinacja i nieznane rokowania co do choroby, nie przeszkodziły mi w realizacji moich celów. Zrobić mega wyjazd na raz – tam i z powrotem bez snu, odpoczynku, tylko tankowanie i mała chwila na regeneracje. Była odpowiednia dieta, czas jedzenia, ćwiczenia, bieganie, regularne badania dla monitorowania stanu zdrowia i tak prawie rok czasu.

To moja hiostoria

Po drodze oczywiście były kłody pod nogi, jak brak kasy, złamana kostka, która uziemiła mnie na dość długi okres, a do tego miesiąc przed wyjazdem zabieg w Polsce. Wiele razy chciałem się poddać, i zwyczajnie odpuścić. Jestem jednak cholernym egoistą i uparciuchem, który konsekwentnie idzie do celu. Czasami myślę, że chyba szedłbym nawet po swoim własnym trupie.

Trzy dni przed samym wyjazdem załamałem się. Myślałem, że nie dam rady. Na początku lipca złapało mnie przeziębienie i tak potworny ból zatok, że już myślałem o przełożeniu daty wyjazdu. Jakoś jednak się pozbierałem i wyjechałem o czasie i zgodnie z planem, w asyście chłopaków z Londynu.

Race to Home
Race to Home

Znowu w drodze. Znowu jadę. Jest adrenalina, jest strach. I nagle dostaję wiadomość od Marka, który jak mój anioł stróż monitorował sytuacje na Pinpointpal GPS. Wysłał mi informację, że są jacyś wariaci, którzy chcą mi potowarzyszyć w Belgii i dać mi asystę na trasie. Umówiliśmy się na stacji, gdzie poczekałem na chłopaków. Dali mi potężnego kopa energii i wiary w ten wyjazd, dzięki temu jechałem tak nabuzowany aż do Wodzisławia Śląskiego!

Tam czekała na mnie Ekipa z Damir-Team, która przygotowała dla mnie takie powitanie, jakiego się nie spodziewałem. Sylwia i Łukasz ze znajomymi z Wodzisławia nie zawiedli. Mistrzowski pokaz solidarności i piękna asysta na trasie. Ugościli mnie jak gwiazdę, choć nigdy się tak nie czułem.

Najtrudniejszy był moment wyjazdu spod Damir-Team i odjazd motocyklowej asysty na autostradzie A1. Uświadomiłem sobie, że jestem znowu sam. Łezka się zakręciła w oku, naprawdę, nie ma że boli, teraz ogień, i do samego końca. Jechało się tak dobrze jak rok wcześniej a nawet lepiej, bo miałem świadomość tego, że tym razem przygotowaliśmy motocykl na tip top. Mimo małych przeszkód i opóźnionego o dwie godziny pociągu w Eurotunelu, udało się! Race To Home odniósł sukces. 37 godzin i 51 minut z założonego czasu 38 godzin!

Minęły wakacje i bierzemy się ostro do pracy, tworzymy historie Race To Home 2016 Edition. To nowy rozdział w naszym życiu i kolejny, dobry kawałek motocyklowej przygody, a moze nawet historii. Zapraszamy do współpracy wszystkich zainteresowanych Naszym projektem.

Motocykl był wyposażony w system „Life Tracking”, gdzie poprzez ściągnięcie darmowej aplikacji można było śledzić mój postęp na trasie.

Nasza misja

Polish Express to rzetelne źródło informacji dla Polaków za granicą. Publikujemy wyłącznie sprawdzone wiadomości. Dowiedz się, jakie są nasze zasady redakcyjne!

Teksty tygodnia

W których brytyjskich miastach koszty energii rosną najszybciej i dlaczego?

Eksperci podkreślają, że obecna sytuacja może się jeszcze pogorszyć. Regulator rynku energii, Ofgem, ma ogłosić nowe limity cen na kolejne miesiące. Już teraz rząd przewiduje dalszy wzrost rachunków od lipca.

Pobierasz PIP lub Universal Credit? Torysi chcą zmian, które mogą obciąć świadczenia wielu rodzin

Konserwatyści uważają, że obecny system ma zbyt wiele furtek. Dlatego przygotowali plan radykalnej reformy.

Nowe zagrożenie w UK. Zdjęcia dzieci ze szkolnych stron trafiają w ręce szantażystów

Niewinna fotografia z apelu czy zawodów może zostać przerobiona przez algorytm w materiał służący do zastraszania.

Spośród imigrantów osoby posiadające status zasiedlenia najczęściej pobierają zasiłki

Aż 1,5 mln obcokrajowców pobiera zasiłki w UK, z czego największą grupę stanowią osoby mające status zasiedlenia.

Książka, która uczy alfabetu przez zabawę – idealna dla polskich rodzin w UK

Książka, która uczy dzieci alfabetu przez zabawę. Idealna dla polskich rodzin w UK i dzieci dwujęzycznych w wieku 4–8 lat.

Praca i finanse

Kryzys w UK

Styl życia

Życie w UK

Londyn

Crime

Zdrowie