Fot. Getty
Czy trudne, bolesne rozstanie z partnerem/partnerką/mężem/żoną jest wystarczającym powodem do otrzymania zwolnienia chorobowego? Anonimowe pytanie kobiety w mediach społecznościowych rozgrzało internautów do czerwoności.
Czy bolesne rozstanie lub rozwód można traktować jak chorobę? Czy można, a nawet czy powinno się z tego powodu wziąć zwolnienie lekarskie? Cóż, zdania są w tej sprawie podzielone, o czym można się przekonać, czytając komentarze internautów pod postem pewnej anonimowej kobiety. Brytyjka wyznała na portalu Mumsnet, że została zdradzona przez partnera i ojca swojego dziecka, co doprowadziło do trudnego rozstania. Część internautów zgodziła się z kobietą, że powinna wziąć w związku z tym dni wolne od pracy, a najlepiej – udać się na zwolnienie chorobowe, by przemyśleć kolejne kroki w swoim życiu. Inni jednak oburzyli się na takie rozwiązanie, ponieważ uważają, że bycie zestresowanym i zdenerwowanym to nie to samo, co bycie chorym.
Rozstanie z partnerem – czy to wystarczający powód do udania się na zwolnienie?
„Przechodzę przez okropne rozstanie. Byliśmy razem długo i mamy małe dziecko (poniżej dwóch lat). Mam złamane serce, budzę się każdego dnia i wybucham płaczem od razu, gdy uderza mnie rzeczywistość mojego życia. Ciągle mam mdłości w brzuchu. Chcę tylko, żeby to się skończyło i chcę wrócić do tego, co było przed tym, jak to się stało. Moja historia zwolnień chorobowych w pracy nie jest najlepsza, mam problemy ze zdrowiem fizycznym, które zaostrzyły się w tym roku i musiałam na ten cel wziąć czas wolny. Moja praca jest wymagająca psychicznie i nie jest to środowisko, w którym bycie wrażliwym emocjonalnie to dobra rzecz. A jednak wewnątrz jestem absolutnym wrakiem. Pomóżcie proszę? Czy mogę w związku z tym wziąć wolne dni w pracy? Czy ludzie biorą wolne z powodu rozpadu związku, kiedy czują się tak, jak ja?” – czytamy w poście załamanej kobiety. A następnie, w odpowiedzi na jeden z komentarzy: „Czy dokonałbyś [negatywnej] oceny kolegi za to, że z powodu [rozstania] nie ma go w pracy? Nienawidzę zawodzić ludzi, ale po prostu czuję, że już dalej nie dam rady. Chcę zwinąć się w kłębek i płakać cały dzień”.
Pod postem pojawiło się sporo bardzo zróżnicowanych komentarzy. Przytaczamy dla Was najciekawsze z nich:
- „Osobiście nie [wziąłbym wolnego], ale to brzmi, jakbyś naprawdę przechodziła trudny moment. Myślę, że najlepiej byłoby, gdybyś otrzymała zwolnienie lekarskie”;
- „Nie osądzałbym koleżanki za to, że po rozpadzie związku wzięła wolne dni na tle nerwowym”;
- „Niektórzy będą cię osądzać, ale nie będzie to nikt, kto przez to przeszedł. Powinnaś jednak udać się do lekarza”;
- „Kontynuowałam pracę po śmierci ukochanego męża. Mój pracodawca był bardzo wyrozumiały i pozwolił mi na elastyczność i wykonywanie dużej części pracy z domu, więc robiłam, co mogłam i starałam się nikogo nie zawieść. [Ale] z perspektywy czasu [widzę], że byłoby znacznie lepiej dla wszystkich, gdybym po prostu zachorowała na kilka tygodni”;
- „Szczerze mówiąc po tym, co powiedziałaś o swojej historii nieobecności, tak, osądziłbym cię. Potrzeba wzięcia jednego dnia wolnego, by zebrać się w sobie, to jedno, ale chyba nie to sugerujesz, prawda?”;
- „Przechodzisz przez rozpad związku – to trudne, ale jak długo to będzie trwać? Czy chcesz być cały ten czas na zwolnieniu? A potem znowu, kiedy to się właściwie skończy?”.
