Czy premier Boris Johnson zapłaci mandat za hipokryzję?

Wszyscy pamiętamy doskonale ten pierwszy, najsurowszy dla nas wszystkich w skutkach, lockdown na Wyspach w marcu 2020 roku. Rząd Wielkiej Brytanii nakazał nam zostać w domu, pozamykano puby, restauracje, sklepy, biura. Ulice opustoszały, poczucie wyizolowania i samotności były dla większości z nas nie do zniesienia. Jednak nie to było najgorsze. Najbardziej brakowało nam wtedy spotkań z bliskimi. Wiele związków przez lockdown się rozpadło, a tysiące ludzi straciło sens życia i walczy o zdrowie psychiczne do dzisiaj. Był jednak ktoś, kogo te surowe zasady "stay home – save lives" nie dotyczyły. To głowa państwa, premier Boris Johnson, imprezował sobie w najlepsze, podczas gdy my zmuszeni byliśmy przez długie tygodnie siedzieć w domu i rozmawiać z bliskimi jedynie online.

Mandaty, wizyty policji w domach, strach, że ktoś na nas doniesie, kiedy opłotkami pod osłoną nocy staraliśmy się umilić sobie i innym długie tygodnie lockdownu spotykając się w małych grupkach – to była nasza codzienność. I tego nie da się zapomnieć. Podczas lockdownu brytyjskie media codziennie donosiły, ile osób zostało ukaranych mandatem, w jakiej wysokości, tak, jakby ktoś z nas naprawdę chciał kogoś narazić na niebezpieczeństwo.

Od marca 2020 r., kiedy początkowo wybuchła pandemia koronawirusa, nałożono ponad 85 000 mandatów osobom, które rzekomo złamały zasady dystansu społecznego. Kary wahały się od 200 funtów za niestosowanie maski na twarz do nawet 10 000 funtów za przestępstwa związane z organizacją zgromadzeń. Jednak parlamentarna komisja do spraw praw człowieka wezwała do kompleksowego przeglądu wszystkich mandatów i do podjęcia dalszych działań, aby policja lepiej rozumiała zasady, których egzekwowanie jest wymagane.

- Advertisement -

Właściciele wielu małych firm, aby przetrwać ten najgorszy kryzys, zaczęło działać w podziemiu. Oprócz sklepów z artykułami spożywczymi, czy takimi, które w ofercie miały podstawowe produkty i mogły w lockdownie codziennie funkcjonować – były jeszcze inne formy działalności, które bez klientów przeżyć nie mogły. I te właśnie musiały przejść “do podziemia”, jeśli chciały przetrwać.

Nie każdemu udało się przetrwać lockdown

Restrykcje, które obowiązywały w czasie lockdownu w Wielkiej Brytanii, "zmiotły" z powierzchni ziemi wiele zarówno mniejszych, jak całkiem dużych firm: restauracji, pubów, siłowni, zakładów fryzjerskich i wiele innych lokali usługowych. Część z nich decydowało się świadomie łamać przepisy i działało mimo zakazów, po to tylko, żeby przetrwać, żeby wyżywić rodzinę, nie dać się zmieść lockdownowi z powierzchni ziemi.

I ci właśnie mniejsi i trochę więksi przedsiębiorcy dostawali – czasami niebotycznie – wysokie kary. W internecie znaleźć można filmik uciekających w popłochu klientek z zakładu fryzjerskiego z nałożoną dopiero co farbą na włosach podczas nalotu policji. Znana jest też sprawa polskiej restauracji na Wyspach, w której doszło nawet do ostrych przepychanek pomiędzy policjantami a jej właścicielem podczas wręczania mu mandatu.

Przykładów na tzw. obywatelskie nieposłuszeństwo podczas pierwszego lockdownu można by mnożyć, bo mimo, że Brytyjczycy na pozór są bardziej zgodni i podatni na to, co im się przedstawia jako dobre dla nich i ich bliskich, a Polacy – z przyczyn historycznych i geopolitycznych – zazwyczaj nie dowierzają nikomu – zarówno jedni, jak i drudzy zaczęli się burzyć na drakońskie wręcz zasady wprowadzone w lockdownie, które wielkich korporacji nawet nie drasnęły, a wiele małych firm musiało się zamknąć, nie dając żadnej nadziei na przetrwanie. 

Nie tak premier Boris Johnson chciał nam pomóc…

Chyba w najśmielszych snach premier Boris Johnson nie wyobrażał sobie, że nie poprzez zatwierdzanie subwencji najbardziej poszkodowanym firmom w czasie lockdownu wspomoże on ich właścicieli. Najbardziej premier pomógł nam wszystkim organizując i uczestnicząc w imprezach na Downing Street. Johnson po prostu otworzył nam swoim działaniem oczy.

Okazało się, że nie mamy takich samych praw jak członkowie rządu Wielkiej Brytanii. Jesteśmy nieuprzywilejowani. Nie mamy swoich praw. Jesteśmy tylko marionetkami w rękach rządu. Potrzebują nas, żebyśmy najpierw na nich głosowali, a potem też jesteśmy potrzebni – żeby nami manipulować dla osiągnięcia własnych celów.

Podczas, kiedy odbywały się imprezy, w których uczestniczyli wysocy notable, my mieliśmy grzecznie siedzieć w domu, nie rozstawać się z maseczkami, a już o żadnych imprezach nawet nie pozwolono nam marzyć. Na szczęście dzięki uprzejmości kogoś, kto nagrał telefonem jedną z imprez na Downing Street, a potem wrzucił do internetu, bo może miał już dość hipokryzji rządu i różnych zasad obowiązujących "tych na górze" i "tych na dole"  – wszyscy poszkodowani podczas lockdownu przedsiębiorcy mają w dłoni miecz sprawiedliwości.

Każdy w sądzie może udowodnić, że skoro premier Boris Johnson bawił się w najlepsze podczas lockdownu, to i szary obywatel Wielkiej Brytanii miał prawo otworzyć i działać w swojej firmie podczas restrykcji lockdownowych i to nie po to, żeby się bawić, a po to, żeby przeżyć. 

Czas na wyrównanie przywilejów

Jedną z takich osób, która kwestionuje zasadność płacenia mandatu jest Steven Todd, który jest właścicielem siłowni w Lancashire. Otrzymał on trzy kary w wysokości 10 000 funtów każda za złamanie restrykcji w czasie lockdownu i odmowę zamknięcia lokalu. Po aferze związanej z imprezą świąteczną na Downing Street mężczyzna powiedział, że nie zamierza płacić wyznaczonej mu grzywny.

W lutym 2021 roku sędzia okręgowy nakazał mężczyźnie zamknięcie biznesu na trzy miesiące po tym, jak okazało się, że złamał obowiązujące zasady. Steven Todd uparcie odmawia jednak zapłacenia 30 000 funtów mimo nakazu ze strony sądu, po tym, jak dowiedział się o złamaniu zasad przez rząd Borisa Johnsona.

– Jak mogą urządzać przyjęcie, kiedy chcą, abyśmy wszyscy chodzili z maskami w sklepach? To jak dwupoziomowy system. Są zasady dla nas i zasady dla nich. Myślałem, że istnieją prawa dla nas wszystkich, ale wydaje się, że tak nie jest i to nie jest zbyt sprawiedliwe. Jeżeli tworzysz prawo, powinieneś podążać za nim i dawać przykład, a nie lekceważyć je. W ostatnie Święta Bożego Narodzenia nikt z nas nie mógł przebywać w niczyim domu – to nie w porządku. Nie możesz tego powiedzieć, a potem urządzać imprezy na Downing Street. To w 100 proc. niesprawiedliwe. I jest to tylko jeden z wielu przykładów tego, jak bardzo ludzie poczuli się oszukani, kiedy okazało się, że nie jesteśmy traktowani na równi z uprzywilejowanymi członkami brytyjskiego rządu. 

Czy premier zostanie ukarany mandatem?

Boris Johnson otrzymał od Metropolitan Police listę pytań w ramach dochodzenia w sprawie imprez, które miały odbywać się w czasie ścisłego lockdownu na Downing Street i w Whitehall. Biuro premiera potwierdziło, że policja skontaktowała się z Borisem Johnsonem w celu uzyskania wyjaśnień dotyczących imprez w budynkach rządowych w czasie, gdy spotkania towarzyskie były obwarowane ścisłymi restrykcjami.

Co znajduje się w policyjnych kwestionariuszach? Przede wszystkim pytania mają dotyczyć szczegółowych okoliczności lockdownowych imprez na Downing Street, a także tego, jaki był udział osoby składającej zeznania. Należy jednak pamiętać, że sam fakt wezwania do złożenia wyjaśnień w specjalnym kwestionariuszu nie oznacza jeszcze, że premier został uznany za winnego w kwestii łamania zasad lockdownu. Met Police podkreśla, że konsekwencją wezwania do udzielenia odpowiedzi na listę pytań nie musi być mandat. Mimo wszystko, na skutek wezwania policji do złożenia zeznań, część brytyjskich polityków zaczęła apelować, by premier podał się do dymisji, gdy tylko dostanie mandat.

autorka: Ilona Korzeniowska

Google Logo Dodaj "Polish Express" do preferowanych źródeł Google + Dodaj źródło

Nasza misja

Polish Express to rzetelne źródło informacji dla Polaków za granicą. Publikujemy wyłącznie sprawdzone wiadomości. Dowiedz się, jakie są nasze zasady redakcyjne!

Teksty tygodnia

Co w UK możesz postawić w ogrodzie bez pozwolenia?

Przepisy dopuszczają wiele prac bez klasycznego pozwolenia na budowę. Sprawdź, co się do nich zalicza.

UK zmienia zasady na lotniskach. E-gate’y dostępne dla 8- i 9-latków

Z popularnych e-gate’ów, będą mogły korzystać także dzieci w wieku 8 i 9 lat, a nie jak do tej pory od 10 lat wzwyż.

Miał być przełom na rynku pracy. Rząd zmienia plany, stracą pracownicy

Brytyjski rząd zamierza wycofać się z planów wprowadzenia tzw. right to switch off.

Spór z sąsiadem o ogrodzenie. Jak go rozwiązać?

Spór o ogrodzenie: Zgodnie z radą Citizens Advice: „Zanim rozwiążemy problem związany z ogrodzeniem, musimy wiedzieć, gdzie przebiega granica między posiadłościami.

Jak wybrać dostawcę energii w UK? Jak często zmieniać firmę?

Rynek energii w Wielkiej Brytanii jest zupełnie inny niż...

Praca i finanse

Kryzys w UK

Styl życia

Życie w UK

Londyn

Crime

Zdrowie