Kiedy więc nasza dbałość o siebie zamiast sprzyjać harmonii i równowadze, zaburza ją? Posłuchajcie Anety, 24-letniej fizjoterapeutki.
– Kiedyś przelotnie pracowałam w klubie fitness i tam poznałam Jacka – wspomina Aneta. – Przychodził codziennie na treningi na siłownię. Przystojny, uśmiechał się do mnie, wydał mi się sympatyczny i w końcu nawiązaliśmy bliższy kontakt. Jacek bardzo interesował się zdrowym stylem życia, dietą i zależało mu na tym, żeby dobrze wyglądać. Podobało mi się, że jego treningi to cała filozofia, a nie tylko „pakowanie” mięśni oraz to, że jest niemal abstynentem. Mieliśmy wiele wspólnego i tak narodziła się nasza znajomość, a potem uczucie. Po kilku miesiącach postanowiliśmy razem zamieszkać. Jednak po jakimś czasie to, co mi się w nim podobało, zaczęło mi coraz bardziej doskwierać. Okazało się, że jego zasady stoją ponad przyjemnością bycia razem. Nie opuszczał ani jednego treningu na siłowni, nawet, jeśli kusiłam seksem, biletami do kina, kolacją przy świecach. Nie wychodziliśmy też nigdy coś zjeść do miasta, bo Jacek restrykcyjnie dbał o zbilansowane posiłki. U znajomych też zachowywał się jak dziwak, potrafił siedzieć na imprezie, niczego nie jedząc i nie pijąc. Jedynym tematem rozmów stał się metabolizm, konserwanty, tabele kalorii itp. Ważył się trzy razy dziennie i wpadał w paranoję, gdy waga nie była idealna. To wszystko, co robił, zaczęło przypominać obsesję.
Poddałam się, kiedy na wakacje zrobił mi „prezent” – dwutygodniowy turnus z głodówką i detoksem. A ja marzyłam o tym, żeby wreszcie pojechać nad morze, wylegiwać się na plaży, zjeść smażoną rybę i gofry z bitą śmietaną. Kiedy powiedziałam mu o tym, popatrzył na mnie jak na zdrajcę i… wybrał detoks – dodaje 24-latka.
Podobne doświadczenia ma 32-letni analityk danych, Michał. – Nie ukrywam, że zwróciłem uwagę na Mariolę, ponieważ jest śliczną dziewczyną – opowiada. – Kiedy zobaczyłem ją w klubie, pomyślałem, że nie zmieniłbym w niej niczego. Bardzo mi się spodobała. Na początku wydawało mi się urocze, że wydaje się być tego nieświadoma. Ciągle miała jakieś zastrzeżenia do swojego wyglądu. Pomyślałem – w porządku, nie jest próżna. Potem posądziłem ją o kokieterię, zaprzeczałem samooskarżeniom, że jest gruba i ma za krótkie nogi. Kiedy jednak w piękny słoneczny dzień pojawiła się w dziwnych ciuchach, zakrywających wszystko i tłumaczyła się, że ohydna bladość skóry sprawia, że wygląda jeszcze grubiej, zrozumiałem, że dziewczyna ma problem. Spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, ale nigdy nie zdarzyło się, żeby randka przebiegła bez zakłóceń. Czuło się, że Mariola jest spięta i skoncentrowana na swoim wyglądzie, a raczej kompleksach. Nie potrafiłem jej przekonać, że jest dobrze, tak jak jest – wspomina 32-latek.
Jak widać, czasem nadmierne skoncentrowanie na wyglądzie zamiast zbliżyć nas do wymarzonego ideału, niszczy nam życie i przeszkadza w nawiązaniu bliskiej relacji. Oprócz tego wprowadza stres, napięcie i uprzykrza życie osobie ogarniętej obsesją. Osoby pozostające pod jej wpływem spędzają godziny przed lustrem, starając się uczynić niewidzialnymi swoje defekty. Inwestują każdą złotówkę w rozmaite kremy, preparaty, zabiegi, ale nigdy nie czują, że cel został osiągnięty. Zawsze zostaje coś do poprawki. Czy dbasz o wygląd czy masz problem z samooceną?
Po której stronie jesteś?
Jeśli nie wiesz, po której stronie się znajdujesz, odpowiedz sobie na kilka pytań.
Grupa A
- – Lubię dobrze wyglądać.
- – Wiem, jakie są moje mocne strony.
- – Nie jestem ideałem, ale to przecież normalne.
- – Lubię inspirować się wyglądem osób, które mi się podobają.
- – Umiem eksponować swoje atuty.
- – Czuję się swobodnie wśród ludzi.
- – Nie porównuję się z innymi – każdy jest inny.
- – Łatwo nawiązuję kontakty.
- – Nie rezygnuję z żadnej aktywności (sport, plaża, spotkania itp.) ze względu na to, że czuję się nieatrakcyjny/-a.
Grupa B
- – Zawsze mam wrażenie, że mankamenty przeważają nad plusami.
- – Nie wierzę w komplementy.
- – Trudno mi znaleźć w sobie coś, co może się podobać.
- – Nie podobam się sobie.
- – Zazdroszczę ładniejszym osobom.
- – Wciąż staram się ukryć swoje mankamenty.
- – Zazwyczaj jestem spięty/-a.
- – Często porównuję się z innymi.
- – Źle się czuję wśród obcych osób.
- – Zdarza mi się rezygnować z jakichś aktywności (sport, plaża, spotkania itp.), ponieważ czuję się nieatrakcyjny/-a.
Większość twierdzących odpowiedzi (ponad sześć) w grupie A dowodzi, że masz właściwą samoocenę i twoja dbałość o wygląd spełnia pozytywną rolę. Umacniasz się w poczuciu atrakcyjności.
Większość twierdzących odpowiedzi w grupie B (ponad sześć) sugeruje, że masz obniżoną samoocenę i nadmiernie koncentrujesz się na swoich brakach, najpewniej grubo przesadzonych.
Kiedy koncentracja na wyglądzie staje się chorobą?
Czasem silna obsesja na punkcie wyglądu okazuje się być zaburzeniem hipochondrycznym. Nosi ono nazwę dysmorfofobli, czyli BDD (Body Dismorfic Disorder).
W badaniach przeprowadzonych pod kierownictwem dr Katharine Philips (profesor psychiatrii w Brown University) na ponad 500 chorych wskazano, na jakich częściach ciała koncentruje się ich uwaga:
- skóra (73 %)
- włosy (56 %)
- nos (37 %)
- waga (22 %)
- brzuch (22 %)
- piersi (21 %)
- oczy (20 %)
- uda (20 %)
- zęby (20 %)
- nogi (18 %)
Koncentracja na „problemie” często obiektywnie nieistniejącym sprawia, że osoby dotknięte dysmorfobią nie mogą skoncentrować się na normalnej aktywności, czują się maksymalnie skrępowane w sytuacjach społecznych i osobistych, ponieważ uważają, że ich brzydota i defekty są zauważane przez otoczenie w takim samym stopniu jak przez nie same. Ludzie ci izolują się, a kiedy muszą pokazać się publicznie, starają się kontrolować sytuację. Pewna kobieta nigdy nie siada w środkach komunikacji miejskiej, nawet kiedy jest bardzo zmęczona, bo uważa, że jej grube uda prezentują się wtedy wyjątkowo niekorzystnie, ktoś inny nigdy nie rozbiera się na plaży, ponieważ w jego ocenie ma niedostatecznie rozwiniętą klatkę piersiową itp. Przez otoczenie osoby te odbierane są jako jednostki egocentryczne, zapatrzone w swój wizerunek. W rzeczywistości są samotne, niezrozumiane i cierpiące. Niektórzy sięgają po używki, próbując poradzić sobie z psychicznym cierpieniem. Inni szukają ratunku w chirurgii estetycznej, która nie łagodzi niepokoju i może nawet pogorszyć sprawę. Zdjęcia ofiar nieustających poprawek chirurgicznych straszą w internecie. Zdarza się, że podejmują próby samobójcze,
Część mężczyzn cierpi postać BDD zwaną dysmorfią mięśniową – wciąż wydają się sobie wątli, więc rozwijają mięśnie do granic możliwości, uprawiając nałogowo trening siłowy.
Przyczyn zaburzenia BDD szukano w urazach z dzieciństwa (drwinach z wyglądu, stresów związanych z procesem wychowania). Jednakże u większości ludzi inne czynniki w ich życiu podnoszą samoocenę i nie dochodzi do tak dramatycznych rezultatów. Wydają się one wynikać z połączenia przyczyn genetycznych, emocjonalnych i neurobiologicznych.
Schorzenie to wymaga pomocy specjalisty, leczenia preparatami podnoszącymi poziom serotoniny, w monoterapii lub w skojarzeniu z innymi lekami. Niezbędna jest również terapia, w czasie której pacjenci stopniowo uczą się zmieniać swoje myślenie.
Joanna Godecka
