22-letnia Chloe-Leigh Todd to, że żyje, zawdzięcza tylko sobie i swojej dociekliwości. Jeszcze w czasie pandemii Brytyjka bardzo źle się czuła, doznając całej gamy przeróżnych, nieprzyjemnych symptomów, ale lekarz GP stwierdził w trakcie tele-porady, że kobieta cierpi z powodu zapalenia migdałków. Wkrótce okazało się, że pomylił popularną infekcję bakteryjną ze śmiertelnie groźną białaczką.
Teleporada od lekarza GP, która mogła zakończyć się śmiercią
Dla 22-letniej Chloe-Leigh Todd tele-porada, którą otrzymała w trakcie pandemii, mogła zakończyć się śmiercią. Kobieta przez cały miesiąc cierpiała z powodu bólu gardła, nocnych potów, wymiotów, a do tego z niewyjaśnionych powodów traciła na wadze. Gdy objawy nie ustąpiły, młoda Brytyjka skontaktowała się z lekarzem pierwszego kontaktu (wówczas standardem była porada telefoniczna) i usłyszała, że ma po prostu zapalenie migdałków i otrzymała zestaw leków, by poradzić sobie z dosyć popularną, sezonową infekcją.
Chloe-Leigh Todd nie uwierzyła jednak lekarzowi GP, ponieważ czuła, że dzieje się z nią coś znacznie gorszego. Brytyjka sięgnęła po metodę praktykowaną przez większość ludzi, którzy na co dzień korzystają z internetu i zaczęła porównywać swoje objawy z tym, na co wskazuje tzw. „doktor Google”. I szybko zauważyła, że doświadcza niemal wszystkich objawów białaczki. Co też potwierdziło się, gdy udało jej się umówić na wizytę do lekarza offline w przychodni i gdy otrzymała wyniki testów krwi.
Od śmierci młodą Brytyjkę dzieliło kilka tygodni
Po postawieniu właściwej diagnozy, Chloe-Leigh Todd natychmiast trafiła do szpitala, gdzie została poddana cyklowi chemioterapii, a do tego przeszła przeszczep szpiku kostnego. I choć lekarze w szpitalu poinformowali młodą Brytyjkę, że od śmierci dzieliło ją zaledwie kilka tygodni, to udało się ją uratować, a sześć rund chemioterapii wyeliminowało większość komórek nowotworowych. – Kiedy otrzymałam wiadomość, wzięłam syna na ręce i mocno go przytuliłam. Niesamowitym było dowiedzieć się, że to wszystko zniknęło, to był najlepszy dzień w moim życiu – zaznaczyła Brytyjka.
Każdy z nas najlepiej zna swoje ciało
Wyciągając wnioski z własnych przeżyć, Chloe-Leigh Todd zaapelowała na łamach mediów do wszystkich, by dokładnie przyglądali się swoim organizmom. W końcu to każdy z nas najlepiej wie, gdy dzieje się z nami coś złego – coś odbiegającego od normy. – Każdy zna swoje ciało, a ja po prostu wiedziałam, że to coś poważnego. Lekarze przypisywali to innym rzeczom, ale ja pozostałam nieugięta, wiedziałam, że się mylili. Wyszukałam w Google moje objawy – nocne poty, zmęczenie, siniaki i tak dalej – i białaczka pojawiła się jako pierwszy wynik wyszukiwania. Sprawdziłam i zobaczyłam, że mam wszystkie objawy ze strony internetowej. Wszyscy myśleli, że zwariowałam, kiedy to powiedziałam, ale wiedziałam, że byłam przy zdrowych zmysłach. Kiedy lekarz to potwierdził, myślałam, że umrę. Byłem szczęśliwa, że otrzymałam diagnozę, ale zdrętwiałem, słysząc to – powiedziała w mediach młoda Brytyjka z Gateshead w Tyne and Wear.
Lekarze GP nie mogą unikać leczenia swoich pacjentów „twarzą w twarz”
Czasy pandemii rządziły się swoimi prawami, ale przypadek Chloe-Leigh Todd pokazuje, jak bardzo lekarz powinien zobaczyć pacjenta „twarzą w twarz”, gdy dzieje się z nim coś złego. Tymczasem wielu medyków nadal woli udzielać tele-porad, które są dla nich łatwiejsze, ale nie do końca dobre dla pacjentów. W związku z tym jesienią zeszłego roku NHS England poinformowało, że zacznie ujawniać dane przychodni lekarskich i nazwiska lekarzy GP, którzy nie są w stanie zapewnić pacjentom odpowiedniej, stacjonarnej opieki medycznej.
Obiecaliśmy traktować pacjentów priorytetowo i poprawiać ich dostęp do lekarzy GP i właśnie to zrobiliśmy. To dopiero początek. Jestem zdeterminowany, aby ułatwić ludziom umówienie się na wizytę u lekarza pierwszego kontaktu, kiedy tego potrzebują, a nowe rozwiązania pozwolą pacjentom dokonać bardziej świadomego wyboru opieki, którą otrzymują – powiedział wówczas minister zdrowia Steve Barclay na łamach „The Daily Telegraph”.
Natomiast liderzy GP skrytykowali ten ruch, twierdząc, że dane stworzą arbitralne „tabele ligowe”, które nie uwzględniają presji na przychodnie, które wydają się osiągać najgorsze wyniki. Może dojść w ten sposób do „karania” tych GP, którzy na przykład nie będą stacjonarnie przyjmować pacjentów. A wprowadzanie „list wstydu” w stosunku do takich lekarzy nie jest, zdaniem wielu, żadnym rozwiązaniem.
Zajrzyj także na naszą główną stronę: PolishExpress.co.uk – będzie nam miło!
Artykuły polecane przez PolishExpress.co.uk:
Sąsiedzi muszą zburzyć swoje ogrodzenia, bo council twierdzi, że są „zbyt wysokie”
Ryanair ostrzega podróżnych, którzy mają zaplanowane loty w tym tygodniu
