Fot. Getty
Niemały szok przeżyli pasażerowie samolotu linii Emirates, którzy dowiedzieli się po wylądowaniu w Australii, że przez 14 godzin lecieli z ogromną dziurą w kadłubie. Co gorsze, piloci Airbusa A380 usłyszeli głośny huk podczas startu z lotniska w Dubaju, ale pomyśleli, że pękła jedna z opon podwozia i zdecydowali się nie lądować awaryjnie.
Pasażerowie samolotu lecącego z Dubaju do Australii przeżyli niemały szok, gdy zobaczyli, w jakim stanie była ich maszyna po wylądowaniu na lotnisku w Brisbane. Okazało się, że przez 14 godzin znajdowali się w kadłubie z ogromną dziurą po boku. A „smaczku” całej tej historii dodaje fakt, że zarówno pasażerowie, jak i piloci, słyszeli podczas startu głośny huk, ale załoga uznała, że w podwoziu musiała pęknąć opona i zdecydowali, by w takim razie nie zawracać samolotu i nie lądować awaryjnie. Airbus A380 Emirates przeleciał więc w takim stanie tysiące kilometrów i aż dziw, że zakończyło się to happy endem.
Niebezpieczna podróż samolotem
– Nastąpił głośny huk, który poczułem również przez podłogę – wyznał na łamach „The Courier Mail” jeden z pasażerów. I dodał: – Załoga na pokładzie zachowała spokój, zatrzymała obsługę gastronomiczną, zadzwoniła i sprawdziła skrzydła oraz silniki. Inny z kolei pasażer, profesor Loughborough University, tak relacjonował całe zdarzenie na Twitterze: „Na początku sytuacja była absolutnie przerażająca, a załoga na pokładzie myślała, że zdarzyło się coś poważnego. Natychmiast skontaktowali się z kokpitem. Wkrótce potem wrócili do swoich obowiązków. Ich spokojna postawa uspokajała nas – wiedzieli, że to nie było na tyle poważne”. A jeszcze inny pasażer dodał: „Wydaje mi się, że piloci uznali, że to tylko pęknięta opona i kontynuowali 14-godzinny lot”.

