Fot. Getty
Do wielkiej tragedii doszło w piątek wieczorem w Irlandii. Ojciec znalazł w domu po powrocie z pracy trójkę martwych dzieci. Żona mężczyzny została w ciężkim stanie zabrana do szpitala, a na drzwiach wejściowych wisiała kartka z napisem „Nie wchodź na górę…zadzwoń pod numer 999”.
W sprawie śmierci trójki dzieci, 9-letniego Conora, 7-letniego Darragha i 3-letniej Carli niewiele na razie wiadomo. Z informacji, do których dotarły irlandzkie media wynika, że ojciec dzieci, Andrew McGinley, znalazł je martwe w piątek wieczorem po powrocie z pracy. W tym samym czasie jego żonie, 40-paroletniej Deirdre Morley, ratownicy medyczni udzielali pierwszej pomocy. Zdezorientowaną Deirdre – pielęgniarkę ze szpitala Our Lady’s Children’s Hospital, znalazł niedaleko domu przypadkowy taksówkarz i to on zaalarmował służby. Wiadomo także, że na drzwiach wisiała kartka z napisem „Nie wchodź na górę…zadzwoń pod numer 999”, którą mogła tam zostawić właśnie matka dzieci.
Czytaj też: Pochodząca z Polski matka i jej mąż oskarżeni o morderstwo 5-letniej córki
Z nieoficjalnych informacji wynika, że dzieci mogły zostać otumanione środkami uspokajającymi, a następnie uduszone. Gardai Síochána nie potwierdziła jednak jeszcze tych informacji, choć wiadomo, że śledczy czekają na wyniki badań toksykologicznych. Dziennik „Irish Times” podał także, że matka dzieci kilka miesięcy temu udała się na zwolnienie z uwagi na problemy z okiełznaniem stresu w pracy.
Po prawdopodobnym morderstwie trójki dzieci, społeczność Newcastle (wsi w hrabstwie Dublin Południowy, położonej ok. 20 km na południowy zachód od Dublina, w której mieszkała rodzina) jest w stanie szoku. W lokalnym kościele odprawiane są msze w intencji Conora, Darragha i Carli, a dzieciom ze szkoły, do której uczęszczało dwóch starszych chłopców, zapewniono pomoc psychologiczną. – Jestem księdzem od dawna i doświadczyłem już wielu tragedii w lokalnych społecznościach, ale strata naraz trójki dzieci, to jest wprost nie do uwierzenia – powiedział duchcowny John Gilligan.
