Fot. Getty
Mieszkańcy Wysp muszą się jutro uzbroić w cierpliwość albo w ogóle zrezygnować z podróży koleją. Związki zawodowe kolejarzy zapowiedziały bowiem na jutro powszechny strajk, w związku z czym na tory wyjedzie tylko co piąty pociąg.
W dniu jutrzejszym w Wielkiej Brytanii zastrajkuje nawet 40 000 członków związku zawodowego the National Union of Rail, Maritime and Transport Workers (RMT) pracujących w Network Rail. Strajki obejmą 14 przewoźników kolejowych, których pracownicy domagają się podniesienia płac i poprawy warunków pracy. Połączenia będzie obsługiwało zaledwie 20 proc. składów, co znacząco utrudni życie pasażerom. TfL nie jest częścią strajku, ale funkcjonowanie niektórych linii, w tym nowej Elizabeth Line i London Overground, może zostać zakłócone na skutek strajku sygnalistów Network Rail, w ramach tzw. efektu domina.
Network Rail ostrzegła już pasażerów, by dokładnie sprawdzili jutro rozkład jazdy. Utrudnienia mają potrwać między godziną 7.30 i 18.30.
Strajki niepotrzebnie utrudniają mieszkańcom UK życie?
Prezes Network Rail, Andrew Haines, nazwał zapowiedziany na jutro strajk zupełnie „bezcelowym” i skrytykował związek RMT, że prowadzi swoją własną „kampanię polityczną”. – Pomimo naszych najdalej idących wysiłków, aby doprowadzić do przełomu, obawiam się, że w tym tygodniu pasażerowie napotkają więcej zakłóceń, ponieważ RMT wydaje się być zdeterminowany, aby kontynuować swoją kampanię polityczną, zamiast iść na kompromis i wynegocjować umowę dla swoich członków. Mogę tylko przeprosić za wpływ, jaki ten bezsensowny strajk będzie miał na pasażerów, zwłaszcza tych podróżujących na wakacje lub biorących udział w wydarzeniach, takich jak półfinał UEFA Women's Euro 2022 i ceremonia otwarcia Igrzysk Wspólnoty Narodów. To frustrujące, gdy po raz kolejny prosimy naszych pasażerów o zmianę planów i odbywanie tylko niezbędnych podróży – powiedział rozżalony Haines.
