Fot. Getty
Dla 99-letniej Beryl Carr, która na co dzień pracuje w charakterze wolontariuszki w Ealing Hospital w Londynie, ubiegły rok był nie tylko ciężki, ale też… nudny. Dziarska seniorka przyznała właśnie żartobliwie, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy jedyne aktywności społeczne, na które mogła sobie pozwolić, to były dwa wyjścia na szczepienie przeciwko Covid-19.
99-letnia Beryl Carr wreszcie wróciła w mury Ealing Hospital w Londynie, gdzie udziela się jako wolontariuszka od, bagatela, 17 lat. I choć Brytyjka nie może jeszcze w pełni wrócić do wykonywania swoich obowiązków, to udało jej się właśnie spotkać w szpitalnej kawiarni Friend’s Cafe z kolegami ze szpitala. Seniorka, której siły mógłby pozazdrościć nie jeden 65-latek, opowiedziała na łamach „Daily Mirror”, że bardzo się w zeszłym roku nudziła. Bo choć rozwiązywała w tym czasie dużo krzyżówek i czytała sporo książek, to brakowało jej kontaktów z ludźmi. A to jest jej żywioł, bez którego trudno jej egzystować. – Nie widywałam się z nikim, poza moją córką, więc miło jest znowu wyjść do ludzi. Jedyne dwie imprezy towarzyskie, jakie zaliczyłam w tym roku, to były wyjścia na szczepienia, więc wspaniale jest znów wszystkich zobaczyć – wyznała 99-latka.
Seniorka – wolontariuszka jest legendą Ealing Hospital w Londynie
Beryl Carr jest w Ealing Hospital chodzącą legendą. Kobieta nie tylko zwyciężyła kilka lat temu w konkursie na najlepszego wolontariusza szpitala, ale też jest ona już dziś najdłużej pracującą wolontariuszką w historii tej placówki. – Pierwotnie przeprowadziłam się do Ealing, aby być blisko mojej córki, gdy zmarł mój mąż. Nie znałam tu nikogo, więc zgłosiłam się na ochotnika do zrobienia czegoś [w szpitalu – przyp.red]. Dobrze jest wrócić. Czuję, że robię coś wartościowego i miło jest znowu porozmawiać z ludźmi – wyznała skromnie 99-letnia Brytyjka.
