Przez wprowadzenie mechanizmu EES na lotniskach w krajach strefy Schengen pojawiły się ogromne kolejki oraz problemy organizacyjne. Ich najpoważniejszą konsekwencją jest utracenie lotów. System EES został już określony przez część pasażerów jako „koszmar”. Branża turystyczna ostrzega przed powtarzaniem się podobnych scenariuszy w szczycie sezonu.
W wielu przypadkach podróżni nie otrzymywali jasnych informacji, a czas oczekiwania na kontrolę wydłużał się do kilku godzin. W konsekwencji część osób była zmuszona do rezerwowania nowych połączeń lotniczych, często za kwoty sięgające nawet 1800 funtów. Wpływ nowego systemu odczuli szczególnie pasażerowie wracający z południa Europy z uwagi na zwiększone natężenie ruchu turystycznego.
Skan twarzy i odciski palców pasażera
Źródłem zakłóceń jest uruchomienie Systemu Wjazdu/Wyjazdu UE (EES), który obejmuje obywateli państw spoza Unii Europejskiej, w tym Wielkiej Brytanii. Podróżny musi przejść dodatkowe procedury obejmujące zeskanowanie twarzy, pobranie odcisków palców oraz rejestrację danych w systemie. Cała procedura może zająć kilkanaście minut. To znacznie więcej niż zwyczajowe okazanie paszportu. Jeśli wziąć pod uwagę małą liczbę stanowisk do rejestracji i dużą liczbę pasażerów, kolejki stawały się wielogodzinne.
System EES rejestruje imię i nazwisko pasażera, rodzaj dokumentu podróży, datę i miejsce wjazdu oraz wyjazdu. Weryfikację przeprowadza się po przybyciu na lotnisko lub do portu docelowego w przygotowanym do tego okienku. Zebrane dane przechowuje się i wykorzystuje przy kolejnych podróżach.
Kontrole graniczne stały się bardziej czasochłonne, zwłaszcza w godzinach szczytu. Według organizacji branżowych ACI Europe oraz Airlines for Europe (A4E) oczekiwanie może wynosić od dwóch do trzech godzin.
Ponad 100 poszkodowanych w Mediolan-Linate
Najbardziej dotkliwe skutki nowych procedur odczuli pasażerowie, którzy nie zdążyli na swoje loty. Do głośnego incydentu doszło ostatnio na lotnisku Mediolan-Linate. 12 kwietnia ponad 100 pasażerów easyJet nie zostało wpuszczonych na pokład samolotu do Manchesteru. Mimo że część z nich przybyła do terminala z dużym wyprzedzeniem, nawet 3 godziny przed odlotem, utknęli w długich kolejkach do kontroli paszportowej. W relacjach pasażerów pojawiały się opisy wielogodzinnego oczekiwania i idącego za tym skrajnego zmęczenia. W tym omdleń i pogorszenia stanu zdrowia w zatłoczonych terminalach.
Wielu pasażerów nie zdążyło przejść kontroli na czas, samolot odleciał bez nich, a obsługa rozpoczęła rozładunek nadanych wcześniej bagaży. Według relacji podróżnych system działał bardzo wolno, a dostępnych stanowisk było zbyt mało.
W opisach zdarzenia na lotnisku Linate pojawiają się rozbieżności co do liczby pasażerów objętych incydentem. Włoski dziennik Corriere della Sera podawał, że na feralny lot zapisanych było 148 pasażerów, z czego jedynie 27 osób znalazło się na pokładzie. Z kolei w Wielkiej Brytanii pojawia się wersja, według której do Manchesteru poleciało 34 pasażerów, a 122 osoby pozostały.

Skutki finansowe były dla wielu osób równie dotkliwe jak sama utrata lotu. Jak podaje MyLondon, jeden z pasażerów musiał wydać ponad 1800 funtów na alternatywną trasę powrotną do Wielkiej Brytanii, inni płacili około 1000 funtów za nowe bilety i noclegi.
Linie lotnicze się bronią: uprzedzaliśmy pasażerów
Linie lotnicze, w tym EasyJet, podkreślają, że problemy wynikają z wdrożenia nowego systemu kontroli granicznej. Przewoźnicy nie mają na niego wpływu. Jednocześnie zwracają uwagę, że pasażerowie byli informowani o konieczności wcześniejszego przybycia na lotnisko. Część podróżnych nie zgadza się z tą argumentacją, wskazując, że nawet bardzo wczesne przybycie nie gwarantowało przejścia kontroli przed wylotem.
Rzekomo w ostatnich dniach na Linate, a także na innych włoskich lotniskach, kontrole dokumentów odbywały się ręcznie, ponieważ nowy zautomatyzowany system nie działał prawidłowo. Organizacje branżowe ostrzegają, że podobne sytuacje mogą się powtarzać szczególnie w wakacje, kiedy ruch lotniczy wzrasta.

