Brytyjski fiskus ponownie staje na drodze do tańszego ładowania samochodów elektrycznych. HM Revenue and Customs zapowiedział odwołanie od przełomowego wyroku trybunału, który mógłby obniżyć VAT na publiczne ładowanie z 20% do 5%. Czyli HMRC blokuje obniżkę VAT.
Decyzja oznacza, że – przynajmniej na razie – kierowcy korzystający z ogólnodostępnych ładowarek nadal zapłacą wyraźnie więcej niż właściciele domowych punktów ładowania.
HMRC blokuje obniżkę VAT i nie zgadza się z wyrokiem
Spór rozpoczął się po postępowaniu między HMRC a operatorem ładowarek Charge My Street. Trybunał uznał, że energia dostarczana przez publiczne ładowarki powinna być traktowana tak samo jak prąd w gospodarstwach domowych, a więc objęta obniżoną, 5-procentową stawką VAT.
HM Revenue and Customs blokuje obniżkę VAT. Brytyjski Urząd Skarbowy argumentuje, że publiczne ładowanie to inna usługa niż dostawa energii do domu. Według urzędu obejmuje ona nie tylko sam prąd, ale także infrastrukturę, dostęp do stacji czy miejsce postoju. Dlatego powinna podlegać standardowej stawce 20%.
Czy ładowanie w publicznych ładowarkach może być tak tanie jak w domu?
Gdyby wyrok został utrzymany, sytuacja kierowców mogłaby się znacząco poprawić. Obniżenie VAT do 5% zbliżyłyby koszty ładowania publicznego do tych, które ponoszą osoby ładujące auta w domu. W praktyce mogłoby to oznaczać oszczędności rzędu setek funtów rocznie.
Problem polega jednak na nierówności systemowej. Około 40% mieszkańców Wielkiej Brytanii nie ma dostępu do prywatnego podjazdu ani możliwości instalacji domowej ładowarki. Dla tych osób publiczne stacje są jedyną opcją. I jednocześnie droższą.

fot. shutterstock.com
W efekcie powstaje tzw. „podatek od chodnika”, czyli sytuacja, w której osoby bez własnego miejsca parkingowego płacą więcej za tę samą energię elektryczną.
HMRC blokuje obniżkę VAT – dlaczego stawki są różne?
Sedno problemu tkwi w interpretacji podatkowej. W przypadku energii elektrycznej używanej w domu obowiązuje obniżona stawka VAT, ponieważ jest ona traktowana jako podstawowe dobro. Natomiast publiczne ładowanie według fiskusa to bardziej złożona usługa – obejmująca dostęp do infrastruktury i przestrzeni publicznej.
Dodatkowo różnica w opodatkowaniu ma wymierny wpływ na finanse państwa. Szacuje się, że wyższa stawka VAT przynosi budżetowi około 85 milionów funtów rocznie. To jeden z powodów, dla których HM Revenue and Customs nie chce zmiany zasad.
Co to oznacza dla rynku i kierowców?
Branża motoryzacyjna od dawna postuluje ujednolicenie stawek VAT, argumentując, że obecny system hamuje rozwój elektromobilności. Organizacje takie jak ChargeUK wskazują, że wysokie koszty ładowania publicznego zniechęcają część kierowców do przejścia na auta elektryczne.
HM Revenue and Customs blokuje obniżkę VAT. To oznacza utrzymanie obecnych różnic i dalsze obciążenie osób korzystających z publicznych ładowarek. Jeśli jednak kolejne firmy pójdą śladem Charge My Street i zaczną składać podobne pozwy, presja na zmianę przepisów może wzrosnąć.
Na razie jednak kierowcy muszą liczyć się z tym, że ładowanie poza domem pozostanie droższą opcją – i to nie z powodów technologicznych, lecz podatkowych.

