Jeszcze kilka lat temu wielu mieszkańców Anglii nie zdawało sobie sprawy, że ściany ich budynków mogą stanowić śmiertelne zagrożenie. Tragiczny pożar wieżowca Grenfell Tower w Londynie zmienił wszystko. Dziś, dziewięć lat po katastrofie, brytyjski rząd rozszerza program finansowania usuwania łatwopalnych elewacji, obejmując nim także tysiące niższych budynków. Te dotychczas pozostawały poza systemem wsparcia. A ich mieszkańcy żyją w ciągłym zagrożeniu.
Czym właściwie jest łatwopalna elewacja?
Mianem „łatwopalnej elewacji” określa się przede wszystkim system zewnętrznych okładzin budynku wraz z warstwą izolacji. Te w przypadku pożaru mogą bardzo szybko zająć się ogniem i przenieść płomienie na kolejne kondygnacje. Nie chodzi więc wyłącznie o same panele montowane na fasadzie, ale cały system ściany zewnętrznej. Obejmuje on okładziny, materiały izolacyjne oraz przestrzenie wentylacyjne między nimi.
Największe zagrożenie stwarzają aluminiowe panele kompozytowe (ACM) z łatwopalnym rdzeniem z polietylenu oraz niektóre rodzaje izolacji wykonane z tworzyw sztucznych. W normalnych warunkach budynek wygląda całkowicie bezpiecznie. Problem ujawnia się dopiero podczas pożaru, gdy ogień dostanie się pod elewację. Wówczas przestrzeń pomiędzy ścianą a okładziną działa niczym komin, błyskawicznie rozprowadzając płomienie po całym budynku.
Dlaczego takie materiały w ogóle stosowano?
Przez lata nowoczesne systemy elewacyjne cieszyły się ogromną popularnością. Pozwalały szybko odświeżyć wygląd starszych bloków, poprawiały izolacyjność cieplną i zmniejszały koszty ogrzewania. Były również stosunkowo lekkie, łatwe w montażu i często tańsze od alternatywnych rozwiązań.
Problem polegał na tym, że część wykorzystywanych materiałów spełniała obowiązujące wówczas przepisy, choć – jak pokazały późniejsze badania i dochodzenia – nie zapewniała odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa podczas pożaru. Katastrofa Grenfell Tower ujawniła liczne błędy projektowe, niewystarczający nadzór oraz luki w systemie certyfikacji materiałów budowlanych.
Grenfell Tower – tragedia, która zmieniła brytyjskie prawo
14 czerwca 2017 roku niewielki pożar, który wybuchł w jednym z mieszkań 24-piętrowego wieżowca Grenfell Tower w zachodnim Londynie, w ciągu kilkunastu minut przerodził się w jedną z największych katastrof mieszkaniowych we współczesnej historii Wielkiej Brytanii.

Płomienie wydostały się na zewnątrz budynku. Wówczas łatwopalne okładziny elewacyjne oraz izolacja zadziałały jak paliwo. Ogień błyskawicznie objął wszystkie kondygnacje, zamieniając wieżowiec w płonącą pochodnię. W katastrofie zginęły 72 osoby, a setki mieszkańców straciły dorobek całego życia.
W pożarze obrażenia odniosła również znalazła się również Polka, Pani Katarzyna, jej partner i dzieci.
Raport z publicznego dochodzenia jednoznacznie wskazał, że to właśnie łatwopalna elewacja była główną przyczyną błyskawicznego rozprzestrzenienia się ognia.
Tysiące budynków nadal wymagają napraw
Choć od tragedii minęło dziewięć lat, problem wciąż jest ogromny. Według najnowszych danych brytyjskiego rządu na koniec maja 2026 roku w Anglii zidentyfikowano 4 411 budynków mieszkalnych o wysokości co najmniej 11 metrów posiadających niebezpieczne okładziny elewacyjne. Spośród nich jedynie 2 331 budynków rozpoczęło lub zakończyło prace naprawcze, a około 1 672 zostały już całkowicie zabezpieczone.
Rząd szacuje jednak, że rzeczywista liczba budynków wymagających usunięcia niebezpiecznych elewacji może wynosić nawet od około 5 800 do ponad 7 300. Wiele nieruchomości nadal przechodzi proces kwalifikacji do programów naprawczych.
Kto mieszka w takich budynkach?
To przede wszystkim zwykłe budynki mieszkalne – zarówno prywatne apartamentowce, jak i bloki należące do spółdzielni oraz mieszkań komunalnych. Znajdują się głównie w Londynie, Manchesterze, Birmingham, Leeds, Liverpoolu czy Bristolu. Czyli tam, gdzie mieszka także liczna polska diaspora.
W Anglii mieszka około 700–800 tysięcy obywateli Polski, z których wielu żyje właśnie w blokach i apartamentowcach wybudowanych lub zmodernizowanych w ostatnich dwóch dekadach. Oznacza to, że również tysiące Polaków mogły lub nadal mogą mieszkać w budynkach wyposażonych w niebezpieczne systemy elewacyjne.
Warto jednak podkreślić, że nie każdy budynek z okładziną elewacyjną stanowi zagrożenie. Problem dotyczy wyłącznie tych obiektów, w których zastosowano materiały niespełniające obecnych wymogów bezpieczeństwa pożarowego lub wykryto inne poważne wady systemu ścian zewnętrznych.
Rząd rozszerza pomoc finansową na remonty
Dotychczas państwowe finansowanie obejmowało głównie budynki o wysokości 18 metrów i więcej. Te są najbardziej ryzykowne. Oznaczało to, że właściciele mieszkań w niższych blokach często musieli sami finansować kosztowne remonty lub przez lata żyć w niepewności.
Teraz brytyjski rząd zdecydował o rozszerzeniu programu. Już od sierpnia o wsparcie będą mogli ubiegać się również właściciele i zarządcy budynków poniżej 11 metrów wysokości, jeśli analiza wykaże, że stwarzają one realne zagrożenie dla mieszkańców. O kolejności przyznawania środków nie będzie decydowała wyłącznie wysokość budynku, ale przede wszystkim poziom ryzyka pożarowego.
Zmiana jest częścią rządowego Remediation Acceleration Plan, którego celem jest przyspieszenie usuwania niebezpiecznych elewacji oraz doprowadzenie do sytuacji, w której do 2029 roku wszystkie budynki o wysokości co najmniej 11 metrów z wykrytymi wadami będą wyremontowane, będą miały wyznaczony termin zakończenia prac albo ich właściciele zostaną objęci surowymi sankcjami.
