Podejście do przeklinania jest zazwyczaj „czarno-białe” – albo ktoś akceptuje używanie niecenzuralnych słów na co dzień, albo absolutnie taką możliwość wyklucza. Tymczasem naukowcy zwracają uwagę na fakt, że z punktu widzenia medycznego przeklinanie zwyczajnie pomaga łagodzić ból. Jak często przeklinamy i których słów używamy najczęściej? Czytajcie poniżej.
Przeklinanie pomaga uśmierzyć ból
Choć wydaje się to nierealne, to naukowcy potwierdzają, że przeklinanie pomaga złagodzić odczuwany ból. Zatem w przypadku, gdy uderzymy w coś ręką lub nogą, niekoniecznie powinniśmy hamować potok niecenzuralnych słów, które przychodzą nam na język. Najnowsze badanie pokazało, że aż 64 proc. Wyspiarzy przeklina, gdy się w coś uderzy, a najczęściej na taki nieprzyjemny incydent reagują głośnym „fuck”. Do automatycznego sięgania po słowo „fuck” przyznało się aż 52 proc. ankietowanych, a na dalszych pozycjach znalazły się słowa „shit” (50 proc.), „bloody hell” (25 proc.) i „damn” (23 proc.).
A oto pełna lista niecenzuralnych słów, których Wyspiarze najczęściej używają w razie ulęgnięcia wypadkowi:
1. Fuck (52 proc.)
2. Shit (50 proc.)
3. Blooy hell (25proc.)
4. Bollocks (23 proc.)
5. Damn (23 proc.)
6. Bugger (22 proc.)
7. Crap (17 proc.)
8. Shite (16 proc.)
9. Cunt (15 proc.)
10. Cock (6 proc.)
Jak często przeklinamy?
Najnowsze badanie wykazało, że przeciętny Brytyjczyk przeklina dziewięć razy dziennie. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że mężczyźni przeklinają nieco więcej niż kobiety – średnio 10 razy dziennie, a kobiety osiem razy w ciągu dnia. 69 proc. Wyspiarzy jest też zdania, że przeklinanie to skuteczne, pomocne narzędzie. – Badania pokazują, że kiedy ludzie przeklinają, to może być aktywowane ciało migdałowate, które z kolei wyzwala reakcję walki lub ucieczki. Prowadzi to do wzrostu adrenaliny, naturalnej formy uśmierzania bólu. Co ciekawe, badania sugerują również, że konwencjonalne przekleństwa są lepsze w łagodzeniu bólu niż te nowe, a także wskazują, że jeśli przekleństwa zarezerwowane są tylko dla uśmierzenia bólu, to mają one skuteczniejsze działanie przeciwbólowe niż w przypadku częstego przeklinania. Jeśli ktoś dużo przeklina, to może stać się odporny na ulgę, jaką w uśmierzeniu bólu mogłoby przynieść użycie niecenzuralnych słów – tłumaczy neuropsycholog dr Rachel Taylor.
Gdzie w UK przeklina się najwięcej?
Najnowsze statystyki pokazują, że najwięcej przekleństw wyrzucają z siebie mieszkańcy Norwich. Miasto powszechnie uznawane jest za „przeklinającą stolicę Wielkiej Brytanii”. W ankiecie 20 proc. mieszkańców miasta Norwich przyznało się, że „klnie jak szewc”, w porównaniu z 17 proc. w całej Wielkiej Brytanii. Obecnie jednak mamy też pewną zmianę podejścia w kwestii niektórych przekleństw – słowa uważane w przeszłości za niecenzuralne, dziś uznawane są za dopuszczalne.
51 proc. Wyspiarzy uważa, że przeklina więcej niż ich rodzice, tylko 26 proc. twierdzi, że przeklina mniej, a 23 proc. jest zdania, że przeklina tyle samo. Obecnie aż 41 proc. Brytyjczyków nie uważa, aby zwrot „Oh my god” był przekleństwem, a 36 proc. przyznało się do użycia słowa „damn” zupełnie bez namysłu. Z kolei 25 proc. Wyspiarzy zdarza się użyć słowa „bugger” w obecności dzieci, przyjaciół, rodziny czy kolegów z pracy.
– Chcieliśmy zbadać, jak bardzo przeklinamy jako naród i fascynujące było zobaczyć, że przeklinanie, jako środek uśmierzający ból, jest aż tak powszechne, a także dowiedzieć się, jakie słowo jest najskuteczniejsze. To ciekawe, jak niektóre słowa i wyrażenia, które w przeszłości były postrzegane jako skandalicznie niegrzeczne, są teraz powszechne. Choć istnieją i takie anglosaskie słowa, które i obecnie są tak samo potężne jak były 1000 lat temu – mówi Ellie Glason, dyrektor zarządzająca agencji analitycznej Perspectus Global.
Przeklinanie – czy nam wypada?
Co ciekawe, coraz więcej osób (35 proc.) nie uznaje także, by przeklinanie było czymś złym, jeśli niecenzuralne słowa można usłyszeć lub zobaczyć w telewizji, mediach i mediach społecznościowych. Ponad połowa (51 proc.) Wyspiarzy uważa też, że przeklinanie jest dopuszczalne w miejscu pracy, o ile nie zostało wypowiedziane w złości. Natomiast aż 46 proc. Brytyjczyków jest zdania, że nie należy używać niecenzuralnych słów, które mają zabarwienie rasistowskie, seksistowskie lub homofobiczne.
Zajrzyj także na naszą główną stronę: PolishExpress.co.uk – będzie nam miło!
Artykuły polecane przez PolishExpress.co.uk:
Ile trzeba zarabiać w PL po powrocie z UK, aby móc żyć na „normalnym” poziomie?
Rodzice pobierający Universal Credit mają otrzymać większą pomoc na dziecko
