Fot. Getty
Wbrew apelom ekspertów i związków zawodowych grupujących nauczycieli, otwarcie szkół nie spowodowało wzrostu zakażeń koronawirusem w UK. Najnowsze dane pokazują, że w pierwszej połowie marca obecność SARS-CoV-2 wykryto u zaledwie 0,05 proc. uczniów.
Liczba uczniów zakażonych koronawirusem okazała się w pierwszej połowie marca znacznie niższa, niż zakładał rząd. Dane z okresu 4-10 marca pokazują, że na 2 762 775 przeprowadzonych w tym czasie testów wśród uczniów szkół średnich, tylko 1 324 dało wynik pozytywny. A to stanowi zaledwie 0,05 proc. wszystkich testów. Podobnie sytuacja kształtowała się też zresztą w środowisku nauczycielskim – dane opublikowane przez Ministerstwo Zdrowia pokazało, że na 3 725 655 testów przesiewowych wykonanych w szkołach wśród nauczycieli, zakażonych koronawirusem było zaledwie 2039 osób (0,06 proc. testów).
Testy na koronawirusa w szkołach w UK – eksperci nie spodziewali się tak dobrych wyników
Niektórzy eksperci otwarcie przyznają, że w momencie, gdy otwierane były szkoły, nie spodziewali się, że wyniki po dwóch tygodniach będą aż tak satysfakcjonujące. Inni z kolei wskazują na fakt, że albo testy nie są wystarczająco czułe, by wykryć koronawirusa u bardzo młodych ludzi, albo że COVID-19 nie przebiega u uczniów aż tak bezobjawowo. – Najważniejsze pytanie brzmi: dlaczego tak się dzieje? I tu istnieją dwa wyjaśnienia. Po pierwsze, ten test może nie działać zbyt dobrze u dzieci i nie wykrywa przypadków [zakażeń]. Po drugie u dzieci znacznie rzadziej może mieć miejsce bezobjawowa postać infekcji. Jeśli powodem [małej liczby pozytywnych testów – przyp.red.] jest mała ilość zakażeń, to jest to dobra wiadomość. Ale jeśli powodem jest to, że testy nie wykrywają zakażeń, to jest to zła wiadomość. A jeśli tego nie wiemy – to jest to bardzo zła wiadomość – zaznaczył w rozmowie z „The Telegraph” profesor Jon Deeks z Uniwersytetu w Birmingham.
