Fot. Getty
Epidemia koronawirusa rozprzestrzenia się po całym świecie, ale coraz częściej dochodzi też do sytuacji absurdalnych, które wywoływane są niepotrzebną paniką. Przekonała się o tym na własnej skórze rodzina z Kanady, która została wyproszona z samolotu z uwagi na to, że ich 2-letnia córeczka nie przestawała kaszleć.
5-osobowa rodzina zdecydowała się polecieć 23 lutego z Quebecu do Paryża mimo tego, że ich 2-letnia córeczka nie najlepiej się czuła. Lekarz rodzinny Kanadyjczyków dał im jednak zielone światło i stwierdził, że infekcja nie jest u dziewczynki na tyle poważna, by przekładać od dawna zaplanowany wyjazd. Ale kaszel, z którym lekarz pozwolił dziecku lecieć, okazał się przeszkodą nie do przejścia dla pasażerów samolotu Air Transat.
Koronawirus: Musimy przygotować się na GLOBALNĄ EPIDEMIĘ – ostrzega Światowa Organizacja Zdrowia
Po wejściu na pokład 2-latka zaczęła kaszleć, co przy zmianie temperatury w pomieszczeniu jest objawem typowym. Jednak niektórzy pasażerowie, którzy znaleźli się w samolocie, zaczęli panikować, że dziecko może mieć koronawirusa, tak jakby poza infekcją górnych dróg oddechowych wywołanych przez nowy wirus z Chin przestały istnieć jakiekolwiek inne schorzenia, zwłaszcza te typowe dla sezonu jesienno – zimowego. Pasażerowie powiadomili o stanie zdrowia 2-latki załogę, a ta zawiadomiła kapitana. Z początku wydawało się, że panikę uda się uspokoić, ponieważ obecny na pokładzie lekarz nie stwierdził u dziecka żadnych niepokojących objawów. Ale to nie przekonało kapitana, który po dodatkowej konsultacji medycznej nakazał rodzinie opuszczenie samolotu z uwagi na brak dokumentu potwierdzającego, że dziecko nie jest zarażone koronawirusem.
Teraz Clementine Ferraton i Emmanuel Faug, którzy wraz z trójką dzieci musieli ostatecznie opuścić pokład samolotu, złożyli oficjalną skargę i wniosek o odszkodowanie. – Zostaliśmy wyrzuceni z samolotu wbrew diagnozom dwóch lekarzy, w tym jednego obecnego na miejscu. To naprawdę nie jest normalne – powiedziała z żalem matka 2-letniej dziewczynki.
