Fot. Getty
Liz Truss nadal odmawia podania szczegółów dotyczących planu pomocy Brytyjczykom w kryzysie związanym z rosnącymi kosztami utrzymania. Pierwsza Minister Szkocji nie ma natomiast wątpliwości, że jeśli najpoważniejsza kandydatka do fotela premiera wprowadziłaby w życie obietnice złożone w ostatnim czasie, to byłaby to dla Wielkiej Brytanii prawdziwa „katastrofa”.
Liz Truss zobowiązała się do podjęcia natychmiastowych działań pomocowych w razie wygrania wyścigu na stanowisko nowego premiera Wielkiej Brytanii. Ale najpoważniejsza kandydatka do zastąpienia Borisa Johnsona na Downing Street 10 nadal odmawia podania szczegółów swojego planu, który ma pomóc mieszkańcom UK w poradzeniu sobie z obecnym kryzysem kosztów utrzymania. Truss ostrzegła jednak, że prawdopodobnie „nie wszystkie jej decyzje będą popularne”, a rząd, mimo że zrobi wiele, to nie da rady pomóc wszystkim Wyspiarzom. Dodatkowo Truss potwierdziła w rozmowie z wpływową dziennikarką Laurą Kuenssberg, że obniży podatki, z czego skorzysta wielu bogatych Brytyjczyków.
Pod adresem Liz Truss mnożą się glosy krytyczne
Pod adresem Liz Truss można też usłyszeć sporo głosów krytycznych. W punktowaniu kandydatki na nowego premiera UK przewodzi z pewnością Nicola Sturgeon, która twierdzi, że wprowadzenie obietnic Liz Truss z obecnej kampanii było dla Wielkiej Brytanii „katastrofą”. Z kolei były minister David Davis ostrzegł Truss, by nie powtórzyła „błędu” Borisa Johnsona, który do rządu powołał jedynie wiernych mu polityków. Według niego przyszła premier UK powinna dążyć do zjednoczenia członków Partii Konserwatywnej, co „leży nie tylko w interesie partii, ale także w interesie prowadzenia poważnej polityki i wygrania kolejnych wyborów” – Żadna z tych rzeczy nie jest możliwa w przypadku podzielonej partii – zaznaczył Davis.
