Tragedia w Reading – 10-letni chłopiec został przygnieciony przez barierkę w sklepie Topshop zlokalizowanym w jednej z galerii handlowych. Życia chłopca przygniecionego ciężarem około 180 kilogramów nie dało się uratować.
Do rzeczonych wydarzeń doszło w lutym 2017, ale dopiero w miniony poniedziałek miała miejsce pierwsza rozprawa w tej sprawie. Przypomnijmy, początkowo uważano, że przyczyną śmierci było coś innego i na chłopca spadła belka, stanowiąca element witryny do wieszania biżuterii.
Jednak według zeznań studentki, która stała za chłopcem i jego matką w kolejce, młody Kaden Reddick miał huśtać się barierce ze stopami oderwanymi od ziemi. Jak zeznała Niamh Gillespie, której relacja jest przytaczana przez brytyjskie media, do tragedii doszło za drugim razem, za drugim "huśnięciem", gdy barierka runęła na chłopca i go przygniotła.
Co więcej, nagrania monitoringu uchwyciły dwa inne momenty, gdy barierka oddzielająca ludzi w kolejce nie okazał się zbyt stabilna. Za pierwszym razem przesunęła się, gdy oparła się o nią pracownik centrum handlowego, a za drugim razem zmieniła położenie w kontakcie z innym klientem. Wszystko więc wskazuje na to, że wadliwość barierki mogła być bezpośrednią przyczyną tej tragedii.
Dodajmy, że w wyniku tego wypadku chłopiec doznał poważnych obrażeń mózgu, a jego życia nie udało się uratować. Zmarł w szpitalu, pomimo tego, że lekarze udzielili mu fachowej pomocy medycznej.
GORĄCY TEMAT: Polska wódka uznana została najlepszym środkiem przeciwko koronawirusowi
Jak czytamy na łamach "The Daily Mail" śledztwo tej sprawie ma potrwać dwa tygodnie. Wówczas dowiemy się czy do odpowiedzialności zostanie pociągnięta dyrekcja sklepu, której niedopatrzenie skutkowało śmiercią 10-letniego dziecka.
