Fot. Getty
Mieszkańcy UK nie czekali z możliwością zrobienia zakupów w sklepach stacjonarnych i rzucili się do nich już 12 kwietnia, czyli w dzień otwarcia biznesów non-essentials. Ten błyskawiczny, konsumencki zryw, doskonale oddają najnowsze statystyki ONS dotyczące wielkości sprzedaży w kwietniu.
Z najnowszych danych opublikowanych przez The Office for National Statistics wynika, że w zeszłym miesiącu sprzedaż skoczyła o 9,2 proc. w porównaniu do marca. To dużo, ale, co jeszcze ciekawsze, tylko sklepy odzieżowe odnotowały w kwietniu wzrost sprzedaży o 25,3 proc. W porównaniu do kwietnia 2020 r., gdy sklepy w Wielkiej Brytanii zamknęły się na skutek wprowadzonego lockdownu, sprzedaż w zeszłym miesiącu skoczyła o 43,4 proc. i była nawet o 9,9 proc. wyższa, niż w marcu zeszłego roku, czyli w ostatnim miesiącu przed wprowadzeniem na Wyspach poważniejszych obostrzeń.
Statystycy z ONS zaobserwowali także w ostatnim miesiącu znaczący wzrost sprzedaży paliw na stacjach benzynowych w całym kraju – o 69,4 proc. w porównaniu do marca. Wynika to z poluzowania obostrzeń dotyczących podróżowania.
Wychodzenie z pandemii w UK
Należy się spodziewać, że trend wzrostowy w zakresie sprzedaży w sklepach stacjonarnych zostanie na razie utrzymany. Eksperci są zgodni, że społeczeństwo jest „wygłodniałe” wolności i możliwości nieskrępowanego robienia zakupów. – Stłumiony popyt, który narastał podczas lockdownu, jest nadal uwalniany, ponieważ ponowne otwarcie sprzedaży detalicznej typu non-essential stanowiło [dla konsumentów] dobrą okazję do odwiedzenia ich ulubionych sklepów. Lepsza pogoda w kwietniu oznaczała wzrost sprzedaży odzieży, zwłaszcza odzieży wierzchniej i dzianin, ponieważ ludzie odnowili swoją garderobę mając w planach spotkania z przyjaciółmi i rodziną na świeżym powietrzu. Sprzedaż internetowa również osiągnęła dobre wyniki, nagradzając detalistów, którzy zainwestowali w rozbudowanie systemów do zakupów online i dostaw podczas pandemii – podsumowała najnowsze dane Helen Dickinson, dyrektorka British Retail Consortium.
