Fot. Getty
W Polsce od ponad miesiąca wszystkie osoby, które wjeżdżają do kraju, muszą się udać na przymusową, 14-dniową kwarantannę. Tymczasem do UK, mimo lockdownu, wciąż przylatuje nawet 15 000 osób dziennie, a po przylocie nie są one poddawane ani żadnemu badaniu, ani też nie są wysyłane na kwarantannę.
Jak to możliwe, że do kraju, w którym obowiązuje ścisły lockdown i w którym nie można w samotności posiedzieć na plaży, wciąż przybywają z zagranicy ludzie, którzy nie są poddawani żadnej weryfikacji? O tej bulwersującej sprawie napisał dziś m.in. dziennik „Metro”, który przypomniał, że każdego dnia na Wyspy wciąż przylatuje nawet 15 000 osób. Minister zdrowia potwierdził te informacje przyznając, że każdego tygodnia do UK przybywa drogą powietrzną ok. 105 000 osób. Podróżni pochodzą z różnych krajów, także z tych, w których epidemia koronawirusa mocno dotknęła społeczeństwa – z Chin, Stanów Zjednoczonych czy Włoch.
Rząd brytyjski utrzymuje, że weryfikowanie stanu zdrowia osób przylatujących do UK nie zapobiegnie rozprzestrzenianiu się koronwirusa. – Nie wykonujemy testów na lotniskach, ponieważ liczba osób, które przyjeżdżają do UK, gwałtownie spadła. Podróżowanie nie stanowi obecnie groźnego czynnika epidemiologicznego, ponieważ rozległe rozpowszechnianie się wirusa ma już miejsce w samym kraju – wyznał Matt Hancock kilka dni temu w programie „Good Morning Britain” na łamach telewizji ITV.
Zachowaniu Brytyjczyków można się jednak dziwić, ponieważ wiele krajów właśnie poprzez weryfikowanie osób przyjeżdżających z zagranicy stara się kontrolować epidemię i powiązania między ludźmi dotyczące zarażeń. W Polsce każda osoba przekraczająca granicę musi się udać na przymusową, 14-dniową kwarantannę, a np. Stany Zjednoczone nie tylko wprowadziły przymusową izolację dla osób wjeżdżających do kraju z zagranicy, ale też zamknęły granice dla podróżnych z Europy i Nowej Zelandii.
