Zdanie Andy’ego Burnhama o możliwych podwyżkach podatków szybko stało się jednym z najważniejszych sygnałów przed jesiennym budżetem Wielkiej Brytanii. Premier nie zapowiedział podniesienia konkretnych danin. Nie chciał jednak również wykluczyć takiego scenariusza. Tłumaczył, że sytuacja finansów publicznych jest trudna, a nowe wydatki muszą mieć pokrycie.
Dla ponad miliona Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii nie jest to wyłącznie polityczna dyskusja w Westminsterze. Zmiany podatkowe mogą bezpośrednio wpłynąć na wysokość wypłat, koszty prowadzenia firmy, ceny usług, oszczędności oraz budżety rodzinne.
Pierwszy budżet rządu Burnhama i kanclerza Johna Healeya będzie przedstawiony 28 października. Presja na ministra finansów jest duża. Rząd musi znaleźć pieniądze między innymi na obronność i wcześniej ogłoszone działania związane z kosztami życia. Jednocześnie chce przestrzegać zasad fiskalnych.
Burnham nie wyklucza podwyżek podatków, ale to nie oznacza wyższej stawki Income Tax
Najważniejsza informacja dla pracowników jest taka, że sama wypowiedź premiera nie oznacza automatycznej podwyżki podatku dochodowego. Obecnie standardowa kwota wolna od podatku wynosi £12,570. Podstawowa stawka Income Tax to 20 proc., wyższa 40 proc., a dodatkowa 45 proc. Dotyczy to Anglii, Walii i Irlandii Północnej. W Szkocji obowiązują odrębne progi i stawki.
Co więcej, Burnham podtrzymuje wcześniejszą obietnicę Partii Pracy, aby nie podnosić stawek Income Tax, VAT ani składek National Insurance płaconych przez pracowników. To ważne zabezpieczenie, ale nie oznacza, że wszystkie podatki pozostaną bez zmian.
Rząd może szukać dodatkowych dochodów w innych miejscach. Na celowniku mogą znaleźć się między innymi przedsiębiorstwa, osoby posiadające większy majątek, dochody z inwestycji czy określone sektory gospodarki. Właśnie dlatego Polak prowadzący firmę albo posiadający nieruchomości czy inwestycje powinien patrzeć na budżet szerzej niż tylko przez pryzmat podatku od pensji.
Dla pracownika najważniejszy będzie payslip
Jeżeli podwyżka Income Tax lub National Insurance rzeczywiście nie znajdzie się w budżecie, przeciętny pracownik może nie zobaczyć nagłej zmiany na payslipie. Ryzyko może jednak pojawić się pośrednio.
Wyższe podatki nakładane na firmy mogą zwiększyć ich koszty. Pracodawcy mogą wtedy ograniczać podwyżki wynagrodzeń, zmniejszać liczbę godzin, podnosić ceny usług albo ostrożniej zatrudniać nowych pracowników.

fot. shutterstock.com
To szczególnie istotne dla Polaków pracujących w budownictwie, transporcie, gastronomii, produkcji, logistyce czy usługach. W tych sektorach marże wielu firm są już mocno uzależnione od kosztów pracy, energii i transportu.
Polacy prowadzący firmy powinni szczególnie obserwować budżet
Dla samozatrudnionych i właścicieli małych firm jesienny budżet może być jeszcze ważniejszy. Zmiana zasad dotyczących opodatkowania dochodów, dywidend, nieruchomości lub działalności gospodarczej może wpłynąć na wysokość pozostającego w firmie zysku. W ostatnim budżecie rząd wprowadzał już zmiany dotyczące opodatkowania dochodów z nieruchomości, oszczędności i dywidend.
Dlatego przedsiębiorcy nie powinni zakładać, że brak podwyżki podstawowego Income Tax oznacza brak zmian podatkowych w ogóle.
Zamrożone progi mogą być równie ważne jak podwyżka stawki
Jest jeszcze jeden problem, który łatwo przeoczyć. Podwyżka podatku nie musi polegać na zmianie stawki z 20 na 21 proc. Rząd może pozostawić stawki bez zmian, ale przez dłuższy czas utrzymywać progi podatkowe na tym samym poziomie.
Standardowa Personal Allowance wynosi obecnie £12,570. Podstawowy próg podatkowy pozostaje na poziomie £37,700 dochodu podlegającego opodatkowaniu.
Jeżeli pensje rosną, a progi pozostają zamrożone, coraz większa część dochodu może trafiać do wyższych przedziałów podatkowych. W praktyce pracownik może więc płacić więcej podatku, nawet jeśli rząd oficjalnie nie podniesie stawek.
Dla osób, które dostają regularne podwyżki wynagrodzeń, ten mechanizm może być ważniejszy niż sama zapowiedź podwyżki stawki.
Wyższe podatki i jednocześnie pomoc w kosztach życia
Sytuacja jest szczególnie interesująca, ponieważ Burnham próbuje jednocześnie ograniczać koszty życia i znaleźć pieniądze na realizację swoich obietnic.
Rząd zapowiedział między innymi ograniczenie cen biletów autobusowych oraz obniżkę VAT na rachunki za energię elektryczną. Problem polega na tym, że państwo musi za te działania zapłacić. Natomiast przestrzeń finansowa rządu jest ograniczona. Ekonomiści wskazują na presję związaną z wydatkami na obronność, kosztami obsługi długu oraz sytuacją gospodarczą.
Dla polskiej rodziny w UK oznacza to prosty paradoks. Rząd może próbować obniżać jeden koszt, a jednocześnie szukać dodatkowych wpływów w innych miejscach.
Co Polacy w UK powinni zrobić przed 28 października?
Na tym etapie nie ma powodu do paniki. Nie ma jeszcze decyzji o powszechnej podwyżce podatku dochodowego. Jest natomiast wyraźny sygnał, że jesienny budżet może przynieść trudne decyzje.
Pracownicy powinni sprawdzić swoje payslipy i wiedzieć, ile obecnie płacą Income Tax oraz National Insurance. Osoby samozatrudnione powinny przeanalizować dochody, koszty i rezerwy finansowe. Właściciele firm powinni śledzić zapowiedzi dotyczące podatków dla przedsiębiorstw i zmian w opodatkowaniu dochodów z inwestycji.
